Co mnie denerwuje w krytyce graczy?

Paweł Opydo na swoim blogu opublikował niedawno „List otwarty do ignorantów, którzy uważają, że gry komputerowe to zabawa dla dzieci”. Pomimo że tego typu teksty co jakiś czas powracają jak bumerang, postanowiłem sięgnąć po n-ty bulwers na ten temat, bo czemu nie? Liczyłem na małe katharsis, a to z racji tego, że gracze co rusz dostają dowody na to, jak traktuje ich reszta społeczeństwa. No  i – jak to mówią – „wkurw się rodzi”. Regularnie.

Przy okazji tego wpisu wywiązała się dosyć długa dyskusja, która ładnie pokazała, że równie liczną grupę, co ignoranci, stanowią ci, którzy nie wiedzą, o co chodzi. Stąd krótkie wprowadzenie w temat. Lamenty graczy, że społeczeństwo ocenia ich jako uzależnionych potworów bez innych potrzeb poza graniem, nie są lamentami na wyrost. Nie tak dawno żyliśmy przecież sprawą relacji z Europejskiego Festiwalu Gier w Krakowie, którą nadała TVP, gdzie dziennikarze zamiast relacjonować wydarzenie, skupili się na mrocznych stronach gier komputerowych. Trajkotali o uzależnieniach et cetera et cetera. To mniej więcej to samo, jakby przedstawiając polski festiwal filmowy telewizja analizowała kulisy funkcjonowania pornohollywoodu, a w materiale o Targach Książki w Krakowie przestrzegała przed „Mein Kampf”. Hell yeah, dla nas, graczy, taki surrealizm to codzienność.

Wracając do wpisu Pawła, czytając go uświadomiłem sobie jedną rzecz, a mianowicie to, co tak naprawdę denerwuje mnie w krzywdzących opiniach o graczach. Dawniej strasznie mnie bolało, że graczy uważa się za ludzi społecznie i nie tylko społecznie zrytych, a teraz mnie to wali. Gołym okiem widać bowiem, że dzisiejsze społeczeństwo jest ogólnie zryte, więc cała reszta i tak nie jest lepsza, a pod płaszczykiem pięknych kołnierzyków, uśmiechu ze smartfonem w ręku i ładu społecznego w wersji a’la Brave New World, czają się uzależnienia, stresiory and so on and so on. Tak więc jeśli ktoś ci kiedyś, graczu, w oczy powie, żeś aspołeczny i niezdolny do uczuć, odpowiedz mu „ty prawdopodobnie też”.

Natomiast tym, co mnie szczerze i niestety coraz bardziej wkurza jest fama o grach jako o prostej rozrywce dla głupich dzieci-prostaczków. Wiecie, takiego płytkiego hobby bez walorów rozwojowych. Bez pozytywnego wpływu. Bez czegokolwiek poza zabawą, która i tak nic nie da i z której powinno się wyrosnąć w okolicach bierzmowania. Tak jakby średnia wieku w MMO nie oscylowała wokół trzydziestki. Tak jakby swego czasu co dziesiąty gracz w WoW-ie nie był przynajmniej doktorantem (fakt!). Tak jakby nie zdarzało się coraz częściej, że firmy zajmujące się managementem przy rekrutacji traktują prowadzenie hardcore’owych gildii jako doświadczenie zawodowe. Tak jakby nie tworzyły się specjalne, dochodowe rynki dla np. kobiet w średnim wieku (gry HOPA).

I można by długo „tak jakby”…

Prawdę mówiąc, patrząc na to, jak spędza się w Polsce wolny czas, to gry pod względem potencjału rozwojowego miażdżą sporą część sposobów relaksu po ciężkim dniu. Miażdżą kolesia z jedną ręką na piwsku, a drugą w gaciach, inhalującego się kanałami telewizyjnymi (w to, czym obsługuje pilota, już nie wnikam). Wygrywają z kobitką, której wafelek fit (substytut pójścia na fitness) zatrzymuje się w drodze do ust po raz dziesiąty tego wieczora, po czym spada na podłogę i zjada go kot, a oczy jego właścicielki wciąż trwają w wytrzeszczu, jakby warkoczyk trzeba było poluzować. Co się dzieje? Ano Renata poznaje Jarka na Wspólnej! Już pomijam to, jak gry wypadają w porównaniu z kulturą naprawdę niską, czyli np. „Rozmowami w toku”. Bo gdy człowiek widzi, jak widownia i uczestnicy programów typu „Tomek. 22 Lata. Zasiał w wieku szesnastu lat. Trzydziestoletniej pani pedagog.” w kolejnym programie deprecjonują rozrywkę z innej ligi, jaką są gry, to tenże człowiek przestaje rozumieć ten świat.

Czy przed chwilą w ramach odwetu chciałem obrazić fanów seriali i Ewy Drzyzgi? Nie. Podaję te przykłady dlatego, że to między innymi z takich grup wywodzą się urzędowi krytycy gier. Krytykującymi są często marnujący czas wolny w co najmniej równie bezużyteczny sposób. I spoko. Niech każdy robi, co chce. Tylko że – i tu zwrot do ignorantów – nie czepiajcie się ludzie gier, bo to pachnie dwulicowością. I last but not least, nie wciskajcie nikomu kitu, że jest tak:

Related posts

Slow writing