36. Czuwanie w wirtualu przy chorym w realu

By zobaczyć jednoczący się w dobrej sprawie tłum ludzi nie musisz znaleźć się na ulicy realnie istniejącego miasta.

Przy okazji zamachu na Charlie Hebdo sporo mówi się o upamiętnianiu. W końcu każda tragedia wiąże się z oddźwiękiem w otoczeniu i by ten oddźwięk w jakiejś symbolicznej formie zobaczyć, nie potrzeba wydarzenia takiego jak śmierć Jana Pawła II, które zmienia na chwilę niemalże cały kraj. Odpowiednikiem tego w mikroskali jest każda strata i jej wpływ na rodzinę, środowisko pracy, otoczenie przyjaciół; strata, o której nie piszą w gazetach i której nie skomentują w telewizji. Bywają jednak takie sytuacje, kiedy odchodzi ktoś wydawałoby się najzwyklejszy, szary, a mimo to dzieje się coś dużego.

Codex Vahlda był graczem. Bywalcem wirtualnego świata gry Final Fantasy XIV. Podczas gdy jego awatar tryskał siłą i mocą, kierującego nim człowieka stopniowo zabierała z tego świata choroba. Przez chwilę pomimo poważnego stanu zdrowia wydawało się, że może z tego wyjdzie – brat miał być dawcą narządu, nerki konkretnie, bo to ich niewydolność stanowiła problem. Pojawiło się więc światełko w tunelu, lecz w pewien grudniowy weekend znajomi Codeksa z gry dowiedzieli się, że to światełko raptownie gaśnie.

Ogólnikowe informacje, że przez bliżej nieokreślone komplikacje Codex wylądował w sobotę szpitalu, tracąc wcześniej przytomność. Właściwie jest po sprawie. Codex, mówiąc językiem gracza, właśnie wylogowuje się z realu.

Wiedząc o tym, szef wewnątrzgrowej społeczności, której członkiem był Codex, poinformował znajomych graczy, jaka jest sytuacja. Niedługo potem jeden z kolegów umierającego 29-latka pojawił się przed siedzibą gildii, budynkiem w świecie gry. I usiadł.

cod1

Chwilę potem nie był już sam. Obok niego zatrzymało się paru innych graczy. I tak zaczęło się to przedziwne czuwanie w wirtualności.

cod2

Do znajomych gracza dołączyli przypadkowi „przechodnie”. Gromada awatarów powiększała się i powiększała. W pewnym momencie przed wirtualnym domem Codeksa czuwało już około 80-ciu osób.

cod4

Ale to nie wszystko. Rzecz dzieje się w internetach, gdzie informacje nie potrzebują czasu, by dotrzeć tam gdzie trzeba. Nic zatem dziwnego, że wieść o niezwykłym zgromadzeniu pędem obiega społeczność gry Final Fantasy i nagle okazało się, że na innych serwerach kompletnie nieznajomi gracze solidaryzują się z przyjaciółmi chorego gracza i spontanicznie tworzą podobne „kręgi”. Je suis Codex, jakby chcieli w milczeniu zaprotestować przeciw okrucieństwu choroby, a zamiast ołówków ich awatary mają w rękach kostury i miecze. Znany od zarania dziejów numer, kiedy to gracze układają ze swoich awatarów litery, tworząc napis, powraca teraz nie jako popularny żart, lecz jako wyraz jedności.

cod5

Również gracze innych gier sieciowych dają znać o swojej pamięci, tworząc zrzuty ekranu i puszczając je w sieć.

cod7
Jeden ze znajomych Codeksa przekazuje wszystkim, że obraz z gry dociera do szpitalnego pokoju, w którym leży chory. Niestety, potem pojawiają się informacje, że nawet jeśli tak jest, to obecność przyjaciół z gry komputerowej może on odczuć jedynie w jakiś metafizyczny sposób. Okazuje się, że zemdlał nie w sobotę, lecz już od piątku znajduje się w stanie śmierci mózgowej. Podtrzymują go przy aparaturze tylko po to, by rodzina zdążyła się pożegnać.

Już po wszystkim pojawiają się komentarze, że to, co zrobili gracze, było głupie i śmiesznawe. Czy to faktycznie nie za dobrze wygląda, gdy bliżej nieokreślony fan gier swoim prześwietnym paladynem wymownie klęczy w świetle promienia jasności? Czy to zbyt tanie i zbyt patetyczne? Odpowiedź zostawiam wam. Mnie się wydaje, że jakie realia, taka symbolika. Dobrze uwidocznił to przykład Charlie Hebdo, gdzie sposobem na uczczenie pamięci stał się komiks i rysunek. Gdy podtrzymuje ją gracz fantastycznego świata, sięga po “artystyczne środki”, które charakteryzują bliską jemu rzeczywistość.

cod6
Podziękowania dla Bartłomieja i Szymona za podesłanie historii.
photocredit: brykmantra

Related posts