Wirtualne światy
vam

Zgryz

O kuriozalnej szarej strefie ekonomicznej, która wykształciła się w grze sieciowej.

Wierzcie bądź nie, ale do najfajnieszych momentów w wirtualnych światach należą chwile, gdy sprawy wymykają się twórcom spod kontroli. Sieciowe uniwersa nierzadko w całkiem pieczołowity sposób udają real, stanowiąc wprawdzie jego uproszczoną wersję, lecz w ładny sposób odwzorowując pewne mechanizmy społeczne, czy realia ekonomiczne i tworząc tym samym swego rodzaju równowagę, która gwarantuje, że świat rozwija się i trwa. Jednak nie ma bata, by nawet najlepszy demiurg światów online wszystko przewidział. Czasem jego bywalcy zrobią coś, co owemu demiurgowi nawet się nie śni. I te właśnie momenty są, moim skromnym zdaniem, rewelacyjne.

Bo tak to jest, że światy wirtualne są permanentną areną gry pomiędzy graczami, a twórcami. Obu stron tej rozgrywki nie należy nazywać antagonistami. Po prostu jakoś tak wychodzi, że w praktyce bardzo często gracze próbują ograć grę, a twórcy wcielają się w detektywów z oddziału prewencji kryminalnej, których zadaniem jest nie dopuszczenie do sytuacji, kiedy to jakaś grupa bądź jednostka wywróci ich własny świat do góry nogami. Czasem jednak wywraca.

Ostatnio do takich wydarzeń doszło w świecie gry Elder Scrolls Online, gdzie gracze zaczęli się nawzajem gryźć za pieniądze. Tak, dobrze przeczytaliście – gryźć za pieniądze.

Zanim wyjaśnię dokładnie, co się stało, a właściwie dzieje, bo to historia świeża, małe aczkolwiek istotne wprowadzenie w temat, będące jednocześnie kolejną dygresją, do których, jak wiecie, mam słabość. Znów zatem mały skok z bok.

W uniwersach gier komputerowych znajdziecie elementy, które ani nie są kluczowe dla rozgrywki, ani nie są niczym oryginalnym na tle innych gier, ale jakimś cudem stają się jednym z mini-trademarków danego tytułu. Otacza je aura czegoś cool, są po prostu fajne. W świecie gier Elder Scrolls jedną z takich rzeczy jest możliwość, by twój awatar stał się wampirem lub wilkołakiem. Nie potrzeba do tego wiele – wystarczy kontakt z istotą, która może cię zarazić smykałką do krwi, umiłowaniem pełni bądź awersją do czosnku.

Nie jest to wszystko jednak takie proste w wypadku najnowszej odsłony gier ze świata Elder Scrolls, która, w przeciwieństwie do poprzedniczek, jest sieciowym, wirtualnym uniwersum. W Elder Scrolls Online doszło, ogólnie mówiąc, do sytuacji, w której zapotrzebowanie na wampiry i wilkołaki było większe niż – że tak powiem – podaż. W niektórych kręgach serwerowych ogromna rzesza graczy chciała grać zarażonymi postaciami, tylko że… nie miała jak nimi się stać.

Jednym ze sposobów zarażenia się było otrzymanie konkretnego gryza od innego gracza. Niestety, wedle reguł gry ów przekazujący nosicielstwo awatar nie może sobie tego robić ot tak kiedy chce – ma ograniczoną liczbę “użyć”. Nie wszyscy mogli zostać zatem „zaspokojeni” w ten sposób.

Widząc co się dzieje, gracze zaczęli szukać alternatyw. Twórcy im takową zapewnili. Świat wirtualnego uniwersum żyje własnym życiem, więc egzystują w nim różnorakie stworzenia, których gracze nie kontrolują. Wśród nich w Elder Scrolls Online znajdziemy i takie, od których można się zarazić wiadomo czym.

Jednakże, jak już wcześniej mówiłem, wirtualne uniwersum to także plastelina, która formuje się na skutek pomysłowości wszystkich uczestników tego teatru. Nie zdziwi was więc zapewne, że i ta alternatywa spaliła na panewce.

werewjpg

Kreatury, którym twórcy dali moc przekazania wampiryzmu bądź lykantropii, stały się celem aktywności tropicielskiej tych graczy, na których zawsze można liczyć w sytuacjach, gdy coś w świecie online wymyka się spod kontroli. Grieferzy, czyli ci, którzy w wirtualnym świecie koncentrują się głównie na przeszkadzaniu innym, skorzystali z okazji i rozpoczęli regularne łowy, by inni, poszukujący stworzeń chętnych na gryza, nie mogli na takowe trafić.

Mało tego. Nikczemne cele grieferów w jakiś cudowny sposób zbiegły się ze szlachetną misją tzw. rolplejowców, czyli graczy, którzy w świecie online odgrywają swoje postaci i traktują swoją egzystencję online tak, by w jak najmniejszym stopniu przedostawało się do niej światło z realu. Nic zatem dziwnego, że wśród całej gamy postaci o świetnie zarysowanej osobowości i portrecie psychologicznym, pojawiły się i awatary, które ochronę mieszkańców Elder Scrolls Online przed wampirami i wilkołakami uznały za swoją świętą misję, porównywalną z ochroną przed dżender ze strony niektórych przedstawicieli kurii biskupiej.

Wesoła kompania grieferów i rolplejowców do dziś zatem wyżyna w grze wszystko, czego desperacko szukają inni gracze. A ci ostatni płaczą.

Jednak to oczywiście nie koniec. Bo teraz właśnie powracamy do punktu wyjścia, czyli tezy, że gdy graczom na przeszkodzie staje gra, to oni i tak coś wymyślą.

Skoro doszło do sytuacji, w której popyt jest znacznie większy niż podaż, to, zgodnie z wszystkimi podręcznikami kapitalizmu, wartość towaru rośnie. I tak właśnie, ku powszechnemu zdumieniu, wspomniany wcześniej gryz od innego gracza zaczął być cholernie cenny. Tak cenny, że najpierw pojawili się chętni, by za to w ogóle płacić. Potem przebili ich ci, którzy mieli ochotę za to płacić całkiem niezłe sumy w walucie gry. W końcu system rozwalili gracze, którzy chcieli zostać wampirami/wilkołakami tak bardzo i tak szybko, że ceny za wbicie kłów w szyję poleciały do góry niczym odwrócony Baumgartner. Totalnie samoistnie stworzyła się więc szara strefa, której twórcy nie przewidzieli.

Niedawno na fanpejdżu bloga pisałem, że będzie praca dla socjologów i psychologów. Gdzie? W grach sieciowych. W każdym zespole projektującym wirtualne światy przyda się bowiem osoba, która umie przewidzieć zachowania graczy w obliczu takich sytuacji, jak ta opisana wyżej. Projektanci gier posiadają tę umiejętność, lecz do tego, że coraz bardziej będzie tu potrzebna specjalistyczna wiedza, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Rywale, z którymi zmierzą się umysły socjologów i psychologów w tym oddziale prewencji kryminalnej są w końcu mocni i bardzo sprytni. To gracze.

photocredit: Great Beyond

Udostępnij

Facebook Comments

Historie

cod10

Czuwanie w wirtualu przy chorym w realu

ser4

Zdalnie doprowadzał do awarii serwerów. Stał się idolem tych, którym zepsuł grę

wyp1

Zakup gry to nie wyjście po bułki. Może być wyprawą po Złote Runo

proces

O wirtualnym procesie, który poszedł nie tak

wypal2

Wypalenie zawodowe? Skonsultuj się z graczem lub famaceutą

gho

Non Omnis Moriar 2.0. Czyli o graniu z duchem

zaw

Zawał serca kilkadziesiąt centymetrów dalej

7368012472_a3a38e5672_o

Jak (nie) zdradzić partnera w grze video

cierp

Cierpliwość popłaca. Nie tylko w realu

wdowy

Wdowy po graczu

fsy2

W sieci grasuje mściciel

niemo

Z niemożliwym da się wygrać

vam

Zgryz

eth

Etos zalogowany. Czy wirtualność uczy dobra?

leer1

Leeroy Jeenkins. Człowiek i krzyk

osta

Ostatnie życzenie

inf3

Infiltracja 2

hea

Ręce, które leczą

mank

Żona Mankrika. Kobieta trudno dostępna

ggggggggg

Miłość w czasach gier online

swifty

Areszt na żywo. Grał i go zwinęli

gang

Gracz kontra gangsterzy

los

Dzielny Hans i zły łoś

chloro

Gwałt w wirtualu. Konsekwencje w realu

bitwagraczy

Bitwa o szósty okruch

toksyczne

W wirtualności, jak w realu, nie wszyscy się z wszystkimi lubią

farmerzy3

Skazani na granie. Dosłownie.

gri

Grieferzy. Psychole wirtualnych światów

lordbrit

Zabójstwo inne niż wszystkie

podziemie1

Seksualne podziemie w World of Warcraft

smiercwgrach

Gdy umiera gracz, ginie jego awatar

infilt

Infiltracja

Epidemia

Epidemia

psy

Chcieć to móc!

boski

O graczu, który jeden dzień był bogiem

outland

Outland

Polub blog na Fejsie :)