Dziś Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Święto obowiązkowe m.in. dla graczy

Drama zaczęła się instantowo, gdy tylko lognąłem się lockiem na serw…

Dostałem whispa, że trialista drutem to noob, retard, a w dodatku ninja po tym, jak nasz core’owy 5-manowy team wziął go na heroika.

Najpierw afkował przez backgroundowy download Venta, a potem tank linkował mu na privie login na channel. W końcu akceptnął summona, ale wyszło, że brakuje mu enchanta w staffie – hsnął się zatem, lecąc na AH po jeden reagant. Potem portnął się jeszcze do vendora po repair, a międzyczasie zespawnował się randomowy NPC, dając mnóstwo junku, więc przy okazji opróżnił bagi. Na szczęście mieli locka, który zrobił gate’a, jednak już na starcie dungeona team był bliski rantu.

Run restartowali, bo leader ustawił normala. Przy pierwszym bossie zaliczyli faila. DPS wziął aggro zbyt wielu mobów i kiteował jakby był socialem, a nie poważnym raiderem. W phase 2 dostał stuna, a debuffy zaczęły się na nim stackować. Dispel jednak nie nadchodził – healer, czyli nasza lamka, co chwilę tracił go z LOS-a, nie widząc, że spread to nie LOS, ale wręcz LOL. Przez to damage schodził mu strasznie, mimo że próbował wyhealować. W końcu padło OOM na say’u. Chwilę potem zwipe’owali.

Podczas corpseruna drut irytująco yellował o rez, a faila tłumaczył nerfem rogala oraz latencją i pingiem. Rady GM-a, że musi mieć macro dispela lub włączony addon, wziął za trolling. Relognął się jednak i włączył, podczas gdy reszta w inście umilała sobie czas duelami i drinkiem flasków.

W dniu dzisiejszym pamiętajta: „zapraszam”, a nie „daję invajta”

Potem niemalże kolejny wipe. Trash AOE i wszyscy odpalają cooldowny, bo to spike jeśli chodzi o skilla, a ten zbiera quest itemy przy ścianie. Hunter zostaje zoneshotowany, ale na szczęście dostaje battle reza i zerg mobów się udaje.

Jednak warek nie wytrzymuje i wypisuje litanię “FFS!” i “WTF?” na czacie. W odpowiedzi lamer linkuje chesta, który dostanie za questa i proponuje 5-min break, by mógł oddać token, bo to dla niego upgrade. Po czym prosi na guildchacie o gemy. Gdy wraca, rogal robi ragequit. Grupa spamuje więc “LFM DPS”, szukając replacementu. W końcu jakiś priest, który leveluje alta, godzi się zasupportować. Musi tylko zrobić respeca i założyć gear, bo jest w holy.

Final boss. Progresja i CC w encounterze idą OK, niepokoi overheal przed phase 3, która nie tylko jest gearcheckiem przed kolejnym tierem, ale DPS racem też. Pod koniec healer dostaje disconnecta. Krzyczy na Vencie, że jakieś glitche graficzne powodują niskiego FPS-a i ma frozen screena. Tank też krzyczy. Na niego. Po restarcie klienta, widzi, że add go zrootował. Lekko hybrydowy priest próbuje ratować sytuację. Wszystkie trinkety, potki, raciale odpalone. Timer enrage’a niebezpiecznie się zbliża, ale HP bossa maleje równie szybko. Będzie 1% wipe – krzyczy ktoś. Jednak jest kill i ukazują się dropy z dwoma epikami na czele: off-handem i neckiem. Niestety nie ma rare mounta, przez co tank wygląda jak sad panda.

Hunter weapon! – krzyczy hunter i needuje. Reszta potulnie greeduje albo klika passa. Ale nie trialista. Mówi, że pod off-spec mu się przyda, wciska need i loot ląduje w jego bagu. DPS się wścieka, otwiera okno trade’a i rantuje capsem. Druid odpowiada standardowym lolem, uzupełnionym “Ty for the run!” w formie “kkthxbai!!!111”, po czym opuszcza party, reloguje się na palka i pyta, czy dostanie invajta na BG, bo lubi pogankować. Zamiast tego dostaje kicka z gildii.

[divider] [/divider]

Pomyśl dziś przez chwilę, jakiego języka używasz. Także grając w gry.

photocredit

Related posts

Slow writing