E-sport nie walczy z tradycyjnym sportem. Nie ma ambicji pokonać go i zastąpić – rozmowa z Eweliną Przywarą

E-sport to dziś kipiący energią i buzujący pomysłami świat gier turniejowych i ich fanów. A patrząc z zewnątrz – wciąż nie dla wszystkich zrozumiała nowa forma rozrywki, o której ludzie dowiadują się z tweetów Bońka. Punktem wyjścia w tej rozmowie były więc sprawy proste. O blaskach i cieniach e-sportowej rywalizacji opowiadała mi Ewelina Przywara, z wykształcenia pedagog, zawodowo specjalista ds. komunikacji, blogerka i pasjonatka e-sportu.

Wojtek Bieroński: Umówiliśmy się, że nie będzie to wywiad branżowy, a na e-sport popatrzymy oczami zwykłego Kowalskiego. Jesteś fanką więc dla przeciwwagi ustawię się w roli marudy.

Ewelina Przywara: Pasuje :).

Czy dzisiejszy szał wokół e-sportu jest sztucznie napompowanym balonem?

Na pewno nie. Kiedy ktoś jeździ na największe turnieje e-sportowe i widzi, jakie emocje – nie tylko u młodych osób – wzbudzają rozgrywki, wie, że tutaj nie ma miejsca na udawanie.

Jednak obserwując na Twitterze promotorów polskiego e-sportu czasem mam wrażenie, że trochę mydlenia oczu jednak jest. Np. w wypadku chwalenia się, że finał ELEAGUE Major oglądało 2 miliony ludzi. Gdy słyszy to ktoś, kto nie wie, jaką błyskawiczną drogę przeszedł e-sport do tej liczby, nie zna historii i nie jest świadom, że e-sport pokonuje kolejne szczeble popularyzacji w tempie ekspresowym, pomyśli sobie: słabo.

Jeżeli masz na myśli styczniowy ELEAGUE Major Boston, to – z tego co pamiętam – finał pobił rekord oglądalności jednego kanału Twitch. 1 130 000 osób w jednym momencie oglądało zmagania dwóch drużyn w grę komputerową. Na wszystkich kanałach łącznie było to niespełna dwa miliony.

Świat e-sportu chwali się milionem lub dwoma, tymczasem finał Mistrzostw Świata w piłce ręcznej, czyli dyscypliny drugoligowej oraz nawet niezbyt globalnej, bo słabo spopularyzowanej w Azji, Amerykach i byłych koloniach brytyjskich, oglądało 10 milionów ludzi.

Po pierwsze – w zależności od tego, jaką skalę przyjmiemy, to może być “słabo” albo “całkiem nieźle”. Zasady współczesnej piłki ręcznej uformowały się w okolicy 1900 roku, a od 1972 jest to dyscyplina olimpijska. Rywalizacja w gry komputerowe na tak szeroką skalę jest w porównaniu do tego dość młodym zjawiskiem. W sierpniu tego roku Counter Strike, w wersji Global Offensive, będzie obchodził dopiero swoje szóste “urodziny”.

Po drugie – społeczność skupiona wokół danych tytułów gier zachowuje się trochę inaczej niż fani sportów tradycyjnych. Jeżeli jesteś fanem piłki nożnej, to wiesz, że raczej ta piłka była, jest i będzie. Przynajmniej nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. Tymczasem popatrz jak jest w grach: dzisiaj oglądamy CS:GO, jutro pojawia się Fortnite. Inny scenariusz – dany tytuł umiera, bo wydawca nie reaguje na głosy społeczności, która w efekcie szuka bardziej atrakcyjnego widowiska. Podsumowując, społeczności skupione wokół gier zdecydowanie bardziej płynnie przechodzą pomiędzy interesowaniem się danym tytułem aniżeli fani sportów tradycyjnych. Do tego gier o potencjale e-sportowym powstaje coraz więcej.

Jakiś czas temu prezes PZPN Zbigniew Boniek sprowokował pół Polski krytycznym wpisem pod adresem e-sportowców, sprowadzając ich do amatorów “walenia w joystick”.

Do tego, co mówi Zbigniew Boniek, podchodziłabym z dystansem. Znany jest z tego, że lubi prowokować.

Niezależnie od intencji, wypowiedź Bońka potwierdza, że e-sport, mimo popularności, wciąż dla niejednego Kowalskiego pozostaje czarną magią. Czy Twoim zdaniem ma szansę jeszcze zawalczyć o te pokolenia, które nie wychowały się na grach?

Szanse są. Jednak, jak to zwykle bywa, potrzeba czasu. Zobacz, jak dużo zmieniło się na przestrzeni kilku lat. Jeszcze niedawno o grach mówiło się zazwyczaj w kontekście uzależnień. Teraz w szkołach mamy klasy e-sportowe, a telewizje kupują prawa do transmisji rozgrywek.

I wtedy podnoszą się głosy części kibiców sportu klasycznego…

Jak tylko miłośnicy klasycznego sportu przekonają się, że esportowi może aż tak bardzo nie zależy na tym, by pod przykrywką przynależności przenikać gdzieś i wydzierać im kawałek tortu, będzie już z górki.

Czasami mam wrażenie, że gdyby w “e-sport” nie było literek S P O R T, nie mielibyśmy tylu kontrowersji i rozjuszonych fanów piłki kopanej. Pisałem o tym kiedyś TUTAJ. A Twoim zdaniem? Nazwa “e-sport” – pomaga czy szkodzi?

Na pewno nazwa “e-sport” jest nieco newralgiczna dla zatwardziałych miłośników aktywności fizycznej, mimo że “e-sport”, czyli sport elektroniczny, to nazwa, która stuprocentowo oddaje przecież charakter rywalizacji online. Żyjemy jednak obecnie w takich czasach, gdzie absolutnie wszystko może być kontrowersyjne. Mamy w sobie taką potrzebę, że jeżeli coś jest dla nas nowe, to szukamy analogii pośród tego, co już znamy. E-sport i sport mają wiele punktów styku, ale uspokajam wszystkich miłośników biegania za piłką – żaden esportowiec nie głosi przecież, że granie w gry jest tak samo rozwijające fizycznie jak kopanie piłki.

A może tu chodzi o dużo bardziej prozaiczne rzeczy? W sensie, kibic piłkarski dałby temu e-sportowi spokój, gdyby nie podświadoma obawa, że mecz w TV jego ulubionej drużyny zostanie wyparty przez grę komputerową.

Gdy tak sobie o tym często rozmyślam, to dochodzę do zabawnych wniosków – w e-sporcie nie mamy jeszcze takich negatywnych zjawisk jak kibole, ale po drugiej stronie barykady mamy za to wyznawców sportów tradycyjnych, którzy wojują o to, żeby nikt nie nazywał e-sportu sportem ;). Tak czy inaczej uspokajam – ścieżka rozwoju e-sportu raczej nie wykazuje ambicji w tym kierunku.

Jednak coraz więcej redakcji i transmisji e-sportowych powstaje w bezpośrednim sąsiedztwie mediów sportowych. Być może nie jestem reprezentatywny i próba badawcza za mała, ale tak patrzę po znajomych i znam ludzi, którzy pasjonują się sportem bądź e-sportem, ale mało kojarzę znajomych, których mega kręci jedno i drugie. Odnoszę wrażenie – i od razu mówię, że jest to wrażenie, nie mam na to twardych dowodów – że grupy docelowe obu tych rzeczy, wbrew pozorom, niespecjalnie się pokrywają.

Mimo, że znam sporo osób, które chętnie oglądają zarówno e-sport, jak i sport, to też nie jestem przekonana, aby grupa docelowa tych dwóch rzeczy jakoś się specjalnie pokrywała.
Tak jak powiedziałam – punkty wspólne istnieją. Ten najbardziej oczywisty to element rywalizacji. Z jednej strony, znany nam jest on ze sportów tradycyjnych, z drugiej strony zaś pojawia się w rywalizacji e-sportowej. Na pewno łatwiej jest takiemu kompletnemu laikowi zdefiniować e-sport zaczynając od kontekstu rywalizacji. Mówisz mu: “To taka rywalizacja jak w sporcie, tylko online”. Może właśnie stąd bierze się ta niechęć fanów sportu?

Czyli przyznajesz, że ona jest?

Wiesz, na pewno nie jest to jakieś masowe zjawisko, ale jak najbardziej je zauważam. Najmocniej na Twitterze, pod wpisami osób, które od dawna kojarzone są raczej ze środowiskiem sportowym i piłkarskim. W momencie, kiedy pojawiają się u nich jakieś wpisy o e-sporcie, w komentarzach fani sportów tradycyjnych popisują się swoją ignorancją. I tu nawet nie chodzi o to, że teraz wszyscy muszą wypowiadać się pozytywnie o e-sporcie. Chodzi o to po prostu, że jeżeli ktoś nie wie zupełnie o co chodzi i powtarza, że e-sport to walenie w joystick, które nie ma nic wspólnego ze sportem tradycyjnym, to ja uważam, że to jest ignorancja na poziomie “high”. Taka osoba powinna nieco się dokształcić, nim kolejny raz wypowie się na ten temat.

A więc to wszystko wynika z niewiedzy?

Wiesz, ja tę niechęć jestem w stanie nawet zrozumieć. Jeśli ktoś całe życie interesuje się sportem, podziwia włożony w treningi wysiłek, fizyczną pracę ponad możliwości przeciętnego człowieka, ogromny trud i dyscyplinę, a nagle słyszy, że teraz mamy nowy rodzaj sportu, gdzie macha się myszką, można nie trzymać zdrowej diety, w ogóle się nie ruszać i wcale nie jest się przez to gorszym, to ja potrafię zrozumieć, że dla takiej osoby cały e-sport brzmi jak kpina. To jest coś, z czym niekoniecznie możesz od razu mentalnie się pogodzić.

Jednak pomimo wspomnianych różnic, jest też sporo punktów wspólnych. Właściwie cała sfera przygotowania zawodnika: trening, koncentracja, przygotowanie mentalne, orientacja na cel, stres występu publicznego, zarządzanie kryzysami. Wspomniana dieta też ma już znaczenie. Można by długo wymieniać.

Oczywiście, że tak – wszystko, co wymieniłeś ma znaczenie zarówno w sporcie, jak i e-sporcie. Dlatego ciężko nie zauważyć, że obie te rzeczy mają wiele punktów wspólnych. Pod pewnymi względami mocno też się różnią i nie ma co na siłę udawać, że tak nie jest. Nikt też nie twierdzi, że e-sport ma ambicje zastąpić kiedyś sport tradycyjny. Na pewno czerpie wzorce działań z przetartych już przez sport szlaków. W Polsce przykładem takiej wzorowo działającej organizacji może być AGO Esports, którego właścicielami są byli udziałowcy Legii Warszawa – Bogusław Leśnodorski i Maciej Wandzel oraz Jakub Szumielewicz i Aleksander Wandzel. AGO, wzorem organizacji sportowych, w swoim sztabie oprócz oczywistego już teraz etatu dla trenera i menedżera, ma także stanowiska takie jak analityk czy osoba zajmującą się dietą i przygotowaniem fizycznym. Jest także wsparcie psychologa. Widać, że taka holistyczna opieka przynosi efekty. Zawodnicy dywizji CS:GO kilka miesięcy temu przedłużyli kontrakty z organizacją do 2020 roku i to też o czymś świadczy.

Pamiętam, jak prawie 10 lat temu na studiach miałem moduł psychologii sportu i pisałem pracę zaliczeniową. Wybrałem temat psychologii e-sportu – prowadzący był zadowolony, ale niektórzy znajomi ze studiów trochę pukali się w czoło. Dziś już by tak raczej nie było, prawda?

Ciekawa historia – widzę, że nie byłam sama ;). Swój licencjat pisałam o nowych uzależnieniach, a magisterkę o uzależnieniu od gier komputerowych na przykładzie World of Warcraft. Również pamiętam, jak połowa grupy śmiała się, co to za temat wybrałam, a druga użalała się nad ludźmi, którzy “marnują życie przed komputerem”. Tak było. Od tego momentu naprawdę dużo się zmieniło. Co prawda czasami media nadal opisują gry w kontekście “Nastolatek zabił – był fanem gier, bo w 2005 zalogował się na Kurnik”, ale myślę, że dzięki imprezom takim jak Intel Extreme Masters w Katowicach ludzie mają dużo większą świadomość tego, że gry to już nie jest tylko zabawa dla dzieci. Widać to także po samym IEM-ie. Co roku przyjeżdża tam coraz więcej osób, które zawyżają średnią wieku widza e-sportu.

Czyli esport jako rozrywka głównie dla gimnazjalistów i licealistów to mit?

To jest dobre pytanie. Dosłownie kilka dni temu czytałam o raporcie przygotowanym przez ARC Rynek i Opinia oraz agencję Gameset. Co prawda raport skupia się wyłącznie na Polsce, ale powiedzmy, że nasz ogródek interesuje nas najbardziej. Przytaczam wyniki mówiące o tym, jaki jest odsetek fanów esportu w poszczególnych grupach wiekowych. I tak – rzeczywiście największy (54%) występuje u młodzieży w wieku 13 – 19 lat. Ale kolejne widełki też stoją nieźle, bo grupa wiekowa 20-24 lata to aż 41%, a 25-29 to 31%. Także mam nadzieję, że opisywany przez Ciebie stereotyp niedługo przestanie funkcjonować. Powielanie go to też taka forma deprecjonowania zjawiska e-sportu. Ktoś powie – “O, e-sport, zabawa dla dzieci” i umacnia to wiadomy obraz w świadomości ogółu.

Ja to czasami słyszę z ust rodziców. I właśnie… inną grupą, u której e-sport zdaje się niespecjalnie punktować, są zatroskane mamy. Dlaczego ich dziecko idzie do Spodka pooglądać, jak się strzelają? Dlaczego cały dzień ogląda turniej czegoś, co wygląda jak karty na komputerze? Trudno się dziwić, że pojawia się niezrozumienie. Czy e-sport robi coś, by edukować rodziców pociech, które szaleją za tym nowym, dziwnym e-sportem?

Problem tej sytuacji jest taki, że zjawisko e-sportu eksplodowało dosyć nagle i gwałtownie. Jakiś czas temu pasjonaci e-sportu siedzieli sobie w przysłowiowych podziemiach i nagle wybuchł wulkan. Trzeba zrozumieć też, że to nie jest dziedzina, którą od początku wspiera sztab ludzi od planowania projektu, PRu, wsparcia kryzysowego… Zarówno struktury, jak i organizacje, tworzą się na bieżąco. One reagują na te nowe wyzwania, potrzeby graczy, zapożyczając różnorodne rzeczy zza granicy, z tych krajów, które ten etap mają już za sobą. E-sport przedziera się do telewizji i znajduje swoje miejsce na konferencjach sportowych i gospodarczych. W tym widzę coraz to nowe szanse na edukację społeczeństwa.

Szanse są ale czy środowisko e-sportowe widzi w ogóle potrzebę edukacji?

Środowisko esportowe widzi potrzebę edukacji i chętnie to robi. Weźmy na przykład ostatni finał ESL Mistrzostw Polski – komentując mecz casterzy nie używali angielskich nazw umiejętności bohaterów, decydując się na ich spolszczenia.

Czyli co na przykład? Głowostrzał zamiast headshota? 😉

Na przykład – “nie ma rewanżu” zamiast “nie ma refraga”. Osoba, która nie zna żargonu, łatwiej zrozumie, o co chodzi, gdy słyszy to pierwsze sformułowanie. Inne przykłady – “eliminacja” zamiast “zabójstwo” – to taka lżejsza forma. Można powiedzieć, że mniej brutalnie się kojarzy. “Smoke” spolszczono po prostu na “granat dymny”. Dzięki temu wszystkiemu to, co dzieje się w danej chwili, jest dla gracza bardziej oczywiste. Nawet, jeżeli widz nie rozumie jeszcze wszystkiego, wie, że są jakieś granaty i można je wykorzystać by coś/kogoś zasłonić.

Jak znoszą te spolszczenia gracze hardkorowi? Brzmi to jak herezja..

Dla osoby, która zna środowisko graczy i dany tytuł, spolszczanie brzmi zabawnie, a miejscami nawet karykaturalnie. Musimy mieć jednak świadomość, że dla laika to “być albo nie być” jeżeli chodzi o zrozumienie, co tak właściwie dzieje się w meczu. Branża widzi potrzebę i reaguje. Moim zdaniem e-sport tylko zyskuje na lepszym zrozumieniu tego zjawiska przez osoby niezainteresowane.

To dobrze, że wspomniałaś o inkluzywności, bo to prowadzi mnie do kwestii, która w e-sporcie chyba najbardziej mnie nurtuje. Mianowicie: bariera wejścia. Gdy popatrzymy na najpopularniejsze sporty i teleturnieje, widać, jak bardzo ważna dla globalnego charakteru jest prostota. Piłkę nożną oglądają całe rodziny, bo wystarczy powiedzieć babci, że celem jest kopnąć piłkę do bramki i możemy razem z babcią pokibicować. W telewizji najpopularniejsze są programy z prostą zasadą np. wszyscy tańczą i jeden co odcinek odpada. Albo: odpowiedz na 15 pytań, by wygrać milion.

A teraz wyobraźmy sobie, że ktoś z ulicy postanawia obejrzeć mecz Hearthstone’a….

…no to nie zaczyna dobrze, bo nie wybiera najpopularniejszej gry e-sportowej! 😉

Okej, ale wiesz, serio, w e-sporcie bariera wejścia wydaje się… duża. W wypadku niektórych gier wręcz bardzo duża. Jak e-sport ma zapolować na naprawdę wielką oglądalność z taką piętą Achillesa?

Cóż, patrząc na takie CS:GO – wystarczy zrozumieć, że na mapie walczą dwie drużyny – jedna z nich musi podłożyć bombę, a druga próbuje temu zapobiec. Tak naprawdę tyle, bo już wiesz mniej więcej co się na tej mapie dzieje, a reszta zrozumienia przychodzi z czasem.

No nie wiem. Podczas finału PGL MAJOR w Krakowie mega wkręciłem się jako kibic. Jednak próba zrozumienia, o co chodzi – cóż, to już poszło gorzej.

Im więcej oglądasz, tym więcej rozumiesz. Doceniasz kunszt danych zagrań, taktycznych wejść, zauważasz szybkość reakcji i precyzyjny strzał. Są gry, które do zrozumienia wymagają jeszcze bardziej zaawansowanej znajomości. Np. w takim League of Legends na przykład masz kilkudziesięciu bohaterów, więc bez wiedzy dotyczącej ich funkcji na mapie czy używanych umiejętności bariera wejścia rzeczywiście może być wysoka.

Nie popuszczę i jeszcze raz więc zapytam: jak e-sport sobie z tym poradzi?

E-sport stara się i na tym polu. Na przykład, podczas imprezy na Stadionie Narodowym przed meczami CS:GO puszczano 60-sekundowy film. W materiale tym objaśniano zasady gry. Myślę, że przełożenie tego pomysłu na inne tytuły mogłoby być kolejnym krokiem naprzód ku lepszemu zrozumieniu gier. Sporo zależy również od tego, czy ma Cię kto w ten świat e-sportu wprowadzić. Przekonać cię, abyś dał mu szansę.

Wiem, że odpowiedź będzie dla Ciebie – i w sumie dla mnie też – oczywista, ale mimo to spytam: warto dać szansę?

Odpowiem trochę przekornie – dlaczego ktoś by tej szansy miał nie dawać? Niczego nie tracisz oprócz czasu na poszerzanie swoich horyzontów. Tu sprawa jest oczywista – albo jesteś fanem rywalizacji i czujesz te emocje, albo nie. To, co mogę powiedzieć od siebie: oglądanie żadnych innych zmagań nie dostarczyło mi tyle absolutnie skrajnych emocji, co spotkania e-sportowe w CS:GO. A najbardziej rozczula mnie zawsze taki obrazek: kilku znajomych na trybunach, ubrani w różne koszulki ulubionych drużyn, które właśnie walczą w wielkim finale o ogromne pieniądze.

I nie ma problemu…

Właśnie. Mimo wszystko ci ludzie siedzą obok siebie, wspólnie przeżywając mecz. Nie trzeba ich oddzielać barierkami, rozsadzać na osobne trybuny, izolować i robić innych rzeczy, aby nie doszło do jakiś starć. Mogą być razem, wspólnie kibicować, a później świętować wygraną, albo cieszyć się radością kolegi. W e-sporcie nie ma miejsca na agresję i ustawki po turnieju. Mam nadzieję, tak będzie zawsze.

Ja też. Dzięki za rozmowę!

Ewelina Przywara komentuje e-sport na Twitterze. Obserwuj: https://twitter.com/eprzywara11_22


photocredit

Related posts

Slow writing