Gracz-winylowiec

Nie jestem kolekcjonerem winyli, ale od dawna fascynuje mnie ten fenomen, dowodzący, że dobry produkt nigdy nie jest do końca stracony, jeśli istnieje jakaś grupa, która go kocha. Nie od dziś wiadomo, że z offowego trendu można zrobić swój trademark, a ze swojego przekleństwa największy atut i próbować żyć z tego, że gdzieś w świecie są tacy, którzy myślą tak jak my.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że w świecie gier komputerowych pomimo ogromnych przemian, które dokonały się w ostatnich latach, kategoria gracza żyjącego przeszłością została nieco zaniedbana. Pisałem o tym co nieco w poprzednim wpisie, wspominając o niefortunnym stosunku do gracza starej daty. Teraz chciałbym tę tematyke rozwinąć. Owszem, są gry indie, są rimejki, jest GOG i wskrzeszanie starych tytułów. Trudno mi jednak oprzeć się wrażeniu, że branża gier na razie nie ma specjalnego pomysłu na ugryzienie komercyjnego potencjału gracza, który nie patrzy specjalnie do przodu, lecz utkwił w którejś z poprzednich epok.

Zaniedbanie to jest prawdopodobnie efektem zachłyśnięcia się nowymi możliwościami i porażającą dynamiką rynku. Niemniej jednak to potężny błąd, bo:
– winylowiec to z reguły gracz znacznie bardziej ustawiony życiowo niż 10-15 lat temu (i.e. znacznie bardziej skłonny do zakupu);
– gracz ten “jedzie” na nostalgii, czyli na emocjach. One go pewnie do pewnego stopnia okłamują, bo “nostalgia factor” nigdy nie jest do odtworzenia w stu procentach i zwykle kończy się małym rozczarowaniem, smutną konstatacją, że “to już nie to”. Zabrzmi to jednak brutalnie, ale w momencie zakupu gry ów gracz jeszcze o tym nie wie, albo, przeczuwając co się święci, idzie na pełne ryzyko.

Nie rozumiem zatem, dlaczego branża gier tego fenomenu dostatecznie nie wykorzystuje. Dlaczego nie powstanie silny sektor “winylowy” oferujący gry będące odpowiedzią na tę nostalgię, którą żyją ci ludzie.

Zobaczcie, co się stało, gdy Chris Avellone napisał na forum Obsidiana, jaką grę gracze widzieliby jako projekt kickstarterowy. Znakomita większość odpowiedzi graczy była efektem fali gigaentuzjazmu związanego z wizją wskrzeszenia gier na Infinity Engine. Ludziska dostali tam nieomal orgazmu, a ślinka ciekła im na forum tak, że porobiły się kałuże.

Jak można to wykorzystać? Winyle mają to do siebie, że są drogie, droższe niż cedeki czy mp3 ściągnięte z iTunes. W tym szaleństwie jest oczywiście metoda, będąca jednocześnie koniecznością dyktowania solidnych cen z uwagi na węższą grupę odbiorców i wpisany w to ekskluzywizm. Branża gier powinna podążyć dokładnie tą samą drogą i spłodzić firmy, które tworzyć będą bardzo drogie gry dla winylowców, bo to jest jedyna możliwość, by taki rynek mógł w ogóle istnieć.

Wyobraźcie sobie, że Avellone proponuje Tormenta 2 za 200 zł i obiecuje, że ta gra będzie miała w głębokim poważaniu trendy prymitywizacji gier. Innymi słowy, zaserwuje z buta i bez ceregieli to, czego winylowcy szukają w dzisiejszych grach i czego nie znajdują, a co kiedyś mieli i za czym tęsknią.

Czy taki projekt miałby szansę odnieść sukces? Moim zdaniem szansa na to jest ogromna. Ja bym kupił z miejsca. Jednak o to, by osieroceni winylowcy mieli znów w co grać i znaleźli miejsce dla siebie,  ktoś musi się w końcu zatroszczyć.

Related posts

Slow writing