20. Infiltracja 2

… czyli jak doprowadzić do tego, że potężna organizacja całkowicie wyparuje z annałów rzeczywistości.

Żaden wirtualny świat nie umywa się złożonością do realu, lecz niektóre sieciowe uniwersa potrafią zadziwić stopniem skomplikowania. Ot, weźmy Eve Online, o którym dziś będzie mowa. Wyjątkowo złożone realia ekonomiczne i pełen niepokojów ład społeczny, na który ogromny wpływ mają działania samych graczy, stanowią charakterystyczne cechy tego świata. To właśnie tutaj można wywinąć komuś taki numer, że nadałby się on na niejedną fabułę książki, i to nie takiej spod znaku nudnej obyczajówki o problemach z dojrzewaniem u dzieci z Dubrownika. Eve Online to Hollywood. Jeśli czytaliście Infiltrację, wiecie, o czym mówię.

Dziś czas na sequel. Będzie o kolejnych wydarzeniach, które sugerują, że ten wirtualny świat wyjątkowo mocno przyciąga ludzi, którzy kilkaset lat temu mogliby się stać uczniami Machiavellego bez egzaminów wstępnych.

Eve Online to olbrzymia, nierzeczywista przestrzeń kosmiczna. Znajdujemy się właśnie w jednym z jej zakątków. O wpływy walczą tu dwa duże stronnictwa: Band of Brothers oraz Goon Swarm. Zwracam uwagę na tę drugą nazwę, wiele mówiącą w kręgach sieciowych za sprawą pierwszego słowa. Sugeruje ona grieferów, o których już kiedyś pisałem, i nie jest to skojarzenie na wyrost. Ci ludzie grają po to, by w światach wirtualnych doprowadzać do niecodziennych wydarzeń. I mają jeden gwoźdź programu: umieją żerować na rzęsistych łzach innych graczy po tym, jak doprowadzają ich do rozpaczy.

Przedstawmy jednak i drugie stronnictwo w tej historii. W chwili, gdy zaczynają się wydarzenia, o których mam zamiar Wam opowiedzieć, Band of Brothers to potentat. Konglomerat mniejszych korporacji i swego rodzaju przymierze, sterowane przez dyrektorów najbardziej wpływowych organizacji, które wchodzą w skład tej unii. Za kilka akapitów przestanie ona istnieć.

Oczywiście zaczęło się od infiltracji. Goony nie prowadziły jednakże szeroko zakrojonej działalności dywersyjnej w obrębie wrogiej korporacji. Zamiast tego, uderzyły w jedno ogniwo, lecz celnie jak szpila. To był dobry plan, ponieważ w tamtym okresie zwierzchnictwo małych organizacji posiadało jednocześnie szerokie uprawnienia jeśli chodzi o akcje, które można wykonać względem całego sojuszu.

Wystarczyło zatem przekabacić kogokolwiek wpływowego, ale zrobić to dobrze, by mieć po swojej stronie wtyczkę, która zdolna jest do tego, by wejść do panelu administracji całego konglomeratu, nacisnąć parę przycisków i kilkoma kliknięciami usunąć w niebyt.

Jednak gdyby na tym się skończyło, byłoby to za słabe. W życiu też można sobie wiele rzeczy formalnie rozwiązywać, a kompletnie nic to nie da, jeśli wciąż jest wola, wciąż są zasoby, czy wciąż istnieją ludzie chętni coś kontynuować. Zatem od kilku klików mogło już nie być czegoś takiego, jak Band of Brothers, ale terytorium przymierza nie zniknęło, podobnie jak miały się dobrze potężne statki powietrzne i gigantyczne zapasy surowców tej korporacji.

Ludzie z Goon Swarm mieli tego świadomość, bo ich celem było całkowite unicestwienie Band of Brothers. No więc w czasie, gdy jej członkowie szukali jeszcze szczęk na podłodze, bo właśnie wstali, a tu nie ma Unii Europejskiej, wtyki Goonów przekazywały po kolei dostęp do strategicznych instalacji. I to był ostatni epizod infiltracji. Po nim wystarczyła już brutalna siła.

Statki powietrzne Goonów wjechały na tereny Band of Brothers niczym nóż w masło, które długo wygrzewało się na słońcu. Dlaczego potężna koroporacja nie była w stanie się im przeciwstawić? W grze istniało bowiem coś takiego, jak parametr “sovereignity”, swego rodzaju władza nad obszarem, która pozwala na budowę lepszych statków i doskonalszych systemów obronnych.

Właśnie dlatego główny cel infiltracji stanowiły te elementy, które nie wymagały ryzykowania własnymi zasobami, a w łatwy sposób obniżyły “sovereignity” na tyle, że niczym w reakcji łańcuchowej uderzyło to w ogólny potencjał militarno-ekonomiczny Band of Brothers. Wojna nie trwała jednego dnia, lecz od początku było jasne, że Kompania Braci de facto staje się obca na swojej własnej ziemi. Tak przynajmniej twierdziła gra. Po kilku tygodniach przejęcie całego terytorium stało się zatem formalnością.

Nie zabrakło jednak wisienki na torcie. Tuż po rozwiązaniu Band of Brothers, ktoś z Goonów założył  nową organizację. I zgadnijcie, jaką nazwę wybrał, by zarezerwować ją na całą grę i uniemożliwić tym samym ostatecznie odzyskanie utraconej chwały tym, którzy ją utracili.

Related posts

Slow writing