Kilka luźnych uwag po Digital Dragons

Kilka luźnych uwag po Digital Dragons

Za nami prawdopodobnie najfajniejszy tegoroczny event w polskim gamedevie. I to nie tylko dlatego, że konkurencyjnych za dużo nie ma. Bo nawet gdyby były, to ze względu na ilość wrażeń i organizację tegoroczne Dragonsy zostaną zapamiętane na długo.

O tym, że było super fajnie, ludzie solidnie się zintegrowali, a katering w pięciostopniowej skali zasługiwał na szóstkę, pisze się wszędzie. Skupię się więc może na innych luźnych refleksjach.

Małopolski Ogród Sztuki to zacne miejsce na biznesowy event. Tak zacne, że aż się boję, co będzie za rok, gdy fama tegorocznej edycji festiwalu sprawi, że wejściówki rozejdą się nie w trymiga, ale jeszcze szybciej. W tym roku miałem furę szczęścia. Furę szczęścia, że w momencie otworzenia rejestracji miałem włączonego Facebooka. Ale za rok nawet to może nie wystarczyć, bo zapewne zainteresowanie będzie jeszcze większe.

Wróćmy jednak do gier. Uderzyło mnie, że na tegorocznych Dragonsach tak wiele razy padały wyrażenia i słowa typu „games with soul”, „maturity”, „meaningful experience”, „culture”, „art”, „depth”, „creativity”. Właściwie to już z wysokiego C zaczął Guillaume de Fondaumiere, bo o ile na większości konferencji wykłady główne są nudne i o niczym, to tym razem było inaczej i wystąpienie producenta Heavy Rain przypominało manifest obrony gier przed nijakością. A potem przekaz się nie zmienił. Od Portnowa, przez Tornquista i na Idziaku skończywszy – co chwilę padały głosy, że gry powinny być piękne i głębokie. Na taki komunikat „z samej góry” czekałem zarówno ja, jak i wiele innych osób, rozumiejących wprawdzie komercyjny charakter gier, ale domagających się jakiegoś balansu na rynku. I jakiegoś umiaru.

Stąd też na jednym z paneli ktoś bardzo trafnie powiedział, że ta panika rynkowa, której jesteśmy świadkami, ma jednocześnie słodki wymiar. Bo produkcja gier pod pewnymi względami wraca do korzeni. Nie będziesz w stanie robić coraz lepszych gier dokładając kolejne polygony? Sweet, zacznij myśleć, jak prześcignąć resztę innymi sposobami, bo masz ku temu możliwości. Jeszcze parę lat temu zabranie się za grę przygodową kwalifikowało człowieka do psychiatry. Tymczasem teraz na dużym evencie Tornquist pokazuje emocjonalny trailer gry przygodowej, po którym ludzie nie tylko nie pukają się w głowę, lecz fundują mu niemal standing ovation. Sądzę, że nie tylko ja miałem w tym momencie łzy w oczach.

Oczywiście nie jest tak, że branża gier uwolni się od klisz, bezwzględnych wydawców i franchise’ów wypluwających kolejne tytuły w tempie szybszym niż wypluwa się pestki podczas jedzenia czereśni. Obecna sytuacja daje jednak nadzieję, że na rynku powoli będzie miejsce dla wszystkich. Dla tych, którzy myślą jak Kotick i dla tych, którzy myślą jak Tornquist. Dla tych, dla których zysk zaczyna się od sześciu zer i dla tych, którzy mając z Kickstartera marne półtora miliona dolców na niemałą grę 3D cieszą się jak dzieci. że zrobią grę swoich marzeń, a nie czyichś marzeń.

Fajnie ktoś powiedział podczas jednego z wykładów: chcieliście ciekawych czasów? No to macie.

Dokładnie. Deal with it.

Po targach jestem również zadowolony z innego powodu. Podczas festiwalu miałem ze sobą grę „Party Animals”, którą po godzinach dłubiemy w małym, fajnym zespole. Jako autor oczywiście jestem dumny z tego projektu, ale idąc na event miałem również poczucie, że prawdopodobnie wyjdę z niego sprowadzony do parteru jak po zderzeniu czołowym. A tymczasem… osoby z branży, które bardzo cenię, grały, grały i grały… i w pewnym momencie stało się dla mnie jasne, że gra o zwierzątkach, które chcą zaliczyć jak najwięcej imprez, najzwyczajniej w świecie się ludziom podoba. To ogromna motywacja do dalszej pracy. Coś, co daje ci wiarę, że ogólnie idziesz w dobrą stronę.

Tych osobistych powodów do radości miałem zresztą więcej. Zobaczyłem grę, którą kiedyś zaprojektowałem dla Artifex Mundi i znajomi z krakowskiego studia odwalili z nią kawał dobrej roboty. No i mam fotę z Ragnarem Tornquistem, autorem jednej z najlepszych gier przygodowych mojego dzieciństwa.

 

Czy były jakiekolwiek minusy na tym festiwalu? Cóż, ze dwa by się znalazły. Po pierwsze, konferencyjny wymiar imprezy stłamsił trochę wymiar „targowy” i uderzyło to w ilość osób, które odwiedziły stoiska. Na najwyższym piętrze młodzi developerzy pokazywali swoje gry i pustki tam były straszne. Po drugie natomiast, panel o trendach w sektorze f2p charakterem pasował jak pięść do nosa do klimatu imprezy, a aura sztuczności, którą ociekał ze względu na sposób prowadzenia, sprawiła, że nie wytrzymałem i po prostu wyszedłem z sali. A uwierzcie mi – bardzo rzadko to robię.

Plusów zapamiętam jednak znacznie, znacznie więcej. Fajny klimat, fajni ludzie i parę naprawdę doskonałych wykładów. Czego chcieć więcej, jak nie tego samego za rok?

Udostępnij

Facebook Comments

Historie

cod10

Czuwanie w wirtualu przy chorym w realu

ser4

Zdalnie doprowadzał do awarii serwerów. Stał się idolem tych, którym zepsuł grę

wyp1

Zakup gry to nie wyjście po bułki. Może być wyprawą po Złote Runo

proces

O wirtualnym procesie, który poszedł nie tak

wypal2

Wypalenie zawodowe? Skonsultuj się z graczem lub famaceutą

gho

Non Omnis Moriar 2.0. Czyli o graniu z duchem

zaw

Zawał serca kilkadziesiąt centymetrów dalej

7368012472_a3a38e5672_o

Jak (nie) zdradzić partnera w grze video

cierp

Cierpliwość popłaca. Nie tylko w realu

wdowy

Wdowy po graczu

fsy2

W sieci grasuje mściciel

niemo

Z niemożliwym da się wygrać

vam

Zgryz

eth

Etos zalogowany. Czy wirtualność uczy dobra?

leer1

Leeroy Jeenkins. Człowiek i krzyk

osta

Ostatnie życzenie

inf3

Infiltracja 2

hea

Ręce, które leczą

mank

Żona Mankrika. Kobieta trudno dostępna

ggggggggg

Miłość w czasach gier online

swifty

Areszt na żywo. Grał i go zwinęli

gang

Gracz kontra gangsterzy

los

Dzielny Hans i zły łoś

chloro

Gwałt w wirtualu. Konsekwencje w realu

bitwagraczy

Bitwa o szósty okruch

toksyczne

W wirtualności, jak w realu, nie wszyscy się z wszystkimi lubią

farmerzy3

Skazani na granie. Dosłownie.

gri

Grieferzy. Psychole wirtualnych światów

lordbrit

Zabójstwo inne niż wszystkie

podziemie1

Seksualne podziemie w World of Warcraft

smiercwgrach

Gdy umiera gracz, ginie jego awatar

infilt

Infiltracja

Epidemia

Epidemia

psy

Chcieć to móc!

boski

O graczu, który jeden dzień był bogiem

outland

Outland

Polub blog na Fejsie :)