Jeśli sądzisz, że kobiety nie grają w gry…

Znajoma księgowa jest poczciwą, ułożoną panią po czterdziestce. “White collar worker”, żona, matka trojga dzieci. Niedawno dowiedziałem się, że lubi też grać w Diablo. Dowiedziałem się, gdy z pełnym entuzjazmu uśmiechem wyjaśniła mi, że wciąż gra w “dwójkę”, ponieważ w najnowszej części nie ma nic wartościowego poza tym, że zabijani przeciwnicy fajnie się rozbryzgują.

Słysząc to, opadła mi szczęka. Opadła, choć w zasadzie nie powinna. Bo gdyby na miejscu znajomej posadzić podobną osobę, tylko faceta; otoczonego wianuszkiem bachorków, liczącego cyferki poniedziałek-piątek 9-17 i wieczorami odreagowującego rutynę w heroicznych, wirtualnych przygodach, to czy jakiekolwiek zdziwienie byłoby uzasadnione?

Ostatecznie całe zdarzenie uświadomiło mi, że od stereotypów wcale nie jest łatwo uciec. Można myśleć i racjonalizować, ale tego rodzaju błędne przekonania silnie działają na emocje, więc zanim je się totalnie wykurzy, potrafi minąć trochę czasu.

Kobiety w roli graczy teoretycznie już nikogo nie dziwią. Podejrzewam jednak, że stereotypy związane z traktowaniem gier jako „męskiej” zabawy, gdzieniegdzie mają się dobrze. Dlatego właśnie postanowiłem podać kilka przykładów absurdalnych przekonań w temacie “płeć piękna, a gry”. Z niektórymi zetknąłem się już dawno temu, z innymi całkiem niedawno. Zakładam więc, że wciąż istnieją ludzie, którym edukacja w tym temacie najzwyczajniej w świecie się przyda. W kontekście przykładu z początku, sam być może do nich należę :).

“Kobiety nie grają w gry” (LOL??)

Zacznijmy od najbardziej fundamentalnego bullshitu, jaki można sobie wyobrazić. I pozwolicie, że na to proste stwierdzenie odpowiem równie prostym kontratakiem. Kobiety grają w gry. Tegoroczne wyniki polskiego badania graczy sugerują, że panie są w lekkiej mniejszości w stosunku do panów, bo jest to proporcja 43% do 57% na korzyść płci brzydszej. Jednak, jak widać, nie jest to specjalnie miażdżąca różnica.

Nie jest to także różnica, która pojawiła się wczoraj. Gdy pięć lat temu BBC pisało o strukturze płci w wirtualnych światach pokroju tego z World of Warcraft, również rzuciło podobnymi liczbami, bo 40% do 60%.

“Kobiety nie grają w gry dla facetów” (LOOOOL???)

Kolejna ważna rzecz do poruszenia. Ale zanim to nastąpi, inne pytanie. Po pierwsze, co to są gry dla facetów? Pakując się w podziały tego typu, można się nieźle zakałapućkać. I już Wam wyjaśniam, dlaczego.

Do głównych rzeczy, których nauczyła mnie praca w kulturze, należy przeświadczenie, że społeczeństwo nie docenia faktu, jak dominującym jej konsumentem w wielu sektorach jest kobieta. I nie, nie mówimy tylko o produktach typowo dla pań, jak Harlequiny, „Lejdis” czy “Kasia i Tomek”. Gdybyście wzięli pod lupę książkę typu “Gra o tron”, czyli sagę o napierdzielających się królestwach, które potężni faceci traktują niemal jak zabawki w piaskownicy, wymachując mieczykami swoich decyzji; epopeję, w której kipiący feudalnymi zwyczajami świat nie jest, delikatnie mówiąc, rajem dla pań, mogłoby się wydawać, że dzieło Martina to literatura dla mężczyzn. Tymczasem…

Tymczasem z dużym prawdopodobieństwem przeciętna osoba, która kupi tę książkę w Empiku, to kobieta. Dlaczego? Bo to głównie kobiety w naszym kraju kupują książki. To samo zatem dotyczy zapewne powieści sensacyjnych Cobena, czy horrorów Kinga.

Czy wiecie, że w Stanach absolutna czołówka seriali oglądanych przez panie to… The Walking Dead?

Kobiety liczą się jako grupa docelowa, ponieważ w wielu wypadkach chętniej (i liczniej) od facetów po nią sięgają. I tak właśnie tradycyjny podział na gatunki gier dla chłopów i bab powoli można sobie wsadzić gdzieś. W bardzo zabawny sposób podsumował ten fakt jeden uczestników jakiegoś Ted-a w USA.

Facet wspominał o bestsellerach wśród mężczyzn i kobiet. Zaczął od tego pierwszego i uchylił rąbka tajemnicy, że najlepiej sprzedającą się grą gdzieś tam było Halo 3. Taka kosmiczna strzelanina, jakby ktoś nie wiedział. Chwilę potem zrobił wymowną pauzę, mając przedstawić bestseller wśród żeńskich klientów i jeśli ktoś spodziewał się, że zaraz na ekranie wyskoczy jakieś układanie kryształków w rzędy, to się zdziwił. Ponownie pojawiło się Halo 3.

“Kobiety nie wyznaczają trendów w branży gier” (LOOOOOOL???????)

Właściwie po kilku poprzednich akapitach nie powinienem tutaj nic dodawać. W końcu skoro kobieta to ważny konsument, to chyba logiczne, że twórcy kultury się z nią liczą. Ale w ramach wycieczki krajoznawczej po świecie gier, mimo wszystko pozwolę se wtrącić parę groszy.

Otóż pomimo zacierających się granic pomiędzy grami dla facetów i grami dla kobiet, istnieją gatunki gier, w wypadku których kobiety mają sto razy więcej do powiedzenia niż faceci.

Tak jest choćby w wypadku tzw. tytułów Hidden Object Puzzle Adventure (w skrócie HOPA). To takie relaksujące gry na jeden lub dwa wieczory, z powodzeniem popularyzowane na świecie przez rodzime studio Artifex Mundi (warto przyjrzeć się ich tytułom, bo są naprawdę porządnie zrobione). Konwencja, którą można tu określić jako standard gatunku, została ukształtowana przez wymagania i gust odbiorcy kobiecego, w dodatku – i to jest także dowód, jak pięknie gry się rozwijają – chodzi tu głównie o kobiety, które wcale nie są pokoleniem wychowanym na grach od kołyski. „Betonowy” target to bowiem 35/40+ (zwłaszcza „matki zostające w domu”).

Preferencje tych właśnie pań przełożyły się na to, że bardzo wiele gier HOPA posiada podobny styl wizualny (lekko „creepy”, odrobinę gotycki, jednocześnie bardzo barwny), a w historiach, które gry te opowiadają, kluczową rolę odgrywa dziecko.

I to nie jedyny dowód na to, że panie kształtują historię gier. Przykłady można by mnożyć i kiedyś pewnie wrócimy do tematu :).

Na koniec dodam, że hasając sobie po światach wirtualnych, bardzo lubię, gdy w gildiach proporcja między kobietami, a facetami jest w miarę równa. Obie płci potrafią wnieść do tych rodzinnych zbiorowości coś „swojego”, stąd względna równowaga pod tym względem po prostu się przydaje.

Podsumowując: fajnie, że kobiety też grają. A grają.

kob

 

photocredit: sean dreilinger, epSos.de

Related posts

Slow writing