22. Leeroy Jeenkins. Człowiek i krzyk

Wirtualna zaraza, którą zainteresowali się prawdziwi epidemiolodzy? Nie. Cyber-burdele w grze sieciowej? Gdzie tam! Najsłynniejsza historia, która wydarzyła się w grach online, to żaden blockbusterowy hit. To opowieść o prostym elektryku z Colorado.

Gra sieciowa to coś więcej niż tylko wirtualna rzeczywistość. Bla bla bla, truizm prawda? Ale jakże ładnie dzisiejszy przykład pokazuje, ile w tym prawdy. Otóż najsłynniejszym graczem w World of Warcraft nie jest żaden wybitny zwycięzca turniejów e-sportowych, ani szef topowej gildii. To zwykły człowiek, który nie osiągnął w grze nic specjalnego. To jednak ktoś, kto zawojował jednak popkulturę. Przed państwem Ben Schultz, bardziej znany jako Leeroy. Leeroy Jenkins.

Jeśli kojarzycie z filmów sceny batalistyczne, w których grupa śmiałków przebija się przez ogromną rzeszę wrogów, odpowiednikiem takiej właśnie brawurowych misji w świecie online jest tak zwany rajd. Uczestniczy w nim wielu graczy, pełniących różne role. Sukces bywa tu okupiony wieloma godzinami gry, pełnej wirtualnego potu, krwi i łez. I nie ma w tym przesady. W czasach, gdy w World of Warcraft Leeroy Jenkins stawał się najsłynniejszym bywalcem tego uniwersum, rajdy były trudne. And I mean it. Należało być przygotowanym na mozolne przebijanie się do przodu. Stąd też grupa musiała stawiać kroki niezwykle ostrożnie i planować każdy ruch.

Dlaczego o tym piszę? W takiej właśnie scenerii zaczęło się coś, co przeszło do historii nie tylko gier.

Leeroy pogrywał z kumplami. Nazywali się beztrosko – Pals for Life. Ich symbolem było białe serduszko na różowym tle. Prawda, że urocze? Zaraz zrobi się jeszcze bardziej romantycznie.

Tego dnia, gdy stało się to, co się stało, grupa podczas rajdu miała dylemat, czy wejść do pewnego pomieszczenia, czy też je ominąć. Mieli ochotę dać sobie spokój, ale w środku czekał wróg, za pokonanie którego można było zdobyć ekwipunek przydatny dla Leeroy’a. No a od czego są kumple, palsi? Właśnie od takich rzeczy. Wszak elementem etosu w świecie online jest pomoc koledze w podpakowaniu swojego awatara.

Nie omijamy, wchodzimy – tak postanowił zatem lider rajdu. Swą decyzję oznajmił wszystkim prócz Leeroy’a, który odszedł wtedy na chwilę od komputera. Bez niego zaczęto omawiać dokładny plan działania, jak nie dać się pokonać czekającym w środku przeciwnikom.

Analiza taktyki sięgała szczytów absurdu. Dyżurny matematyk w gildii został poproszony o wyliczenie prawdopodobieństwa, że awatary nie zginą. I zrobił to. Wyszło mu, że grupa ma jakieś 32,33% szans na przeżycie. Szacując nie wziął jednak pod uwagę tego, że powodzenie akcji za chwilę do zera zminimalizuje Leeroy.

Leeroy. Leeroy. Leeroy. W Polsce to się jakoś tak śpiewnie i melodyjnie kojarzy, no nie? Choć pisownia inna, tak jest również w tej historii. Bo Leeroy to tak naprawdę „Leeeeeeeroy”! To nie imię. To krzyk. Najsłynniejszy krzyk w historii światów wirtualnych. Wrzask, z którym wracający w kuchni gracz siada przed kompem i mając gdzieś, że trwa jeszcze narada wojenna, w samozwańczej szarży wparowuje awatarem do pełnego wrogów pomieszczenia. Nie ogląda się na nic. Na nic. Wbiega, po czym zapada cisza. Krótka, ale wymowna. Milczący WTF do potęgi n-tej w wykonaniu kilkunastu ludzi, którzy zastanawiają się, czy im się właśnie przywidziało. I przesłyszało.

Tymczasem Leeroy jest w środku sam jak palec. Grupa rusza zatem na odsiecz. Oczywiście o uprzedniej taktyce nie ma mowy. Nikt nie zakładał, że trzeba będzie ratować kolegę, któremu najzwyczajniej odbiło.

Narasta chaos. Ludzie na voice czacie krzyczą. Na ekranach piętrzą się zarysy smoczych skrzydeł, które bezlitośnie rozprawiają się z Pals for Life. Nikt nie wie, co się dzieje. Awatary padają jeden po drugim. Ginie Leeroy. Po kilkudziesięciu sekundach jest już koniec.

Ne ekranie nie dzieje się nic, ale w eter lecą kolejne wyzwiska pod adresem głupoty Leeroya. Jednak i one w końcu milkną. Wtedy ciszę przerywa głos głównego prowodyra. “At least I have chicken” – mówi. Zabił właśnie całą grupę, ale przynajmniej ma kawałek kurczaka.

Aha, powie ktoś. Fajnie, fajnie, ale na czym polega prawdziwy urok tej historii? Odpowiem za pomocą linka. Poniżej video, którego licznik obejrzeń dobija właśnie do 40 milionów. Tę zarejestrowaną na żywo scenę i ikoniczny krzyk Leeroy’a Jenkinsa zna ogromna rzesza ludzi, interesujących i nie interesujących się na co dzień grami.

Dołączcie do nich.

[youtube youtubeurl=”LkCNJRfSZBU” ][/youtube]

No dobra, co się stało potem? Gdy Pals for Life umieścili ten filmik na sieci, eksplozja popularności Leeroy’a była jeszcze głośniejsza niż jego krzyk. Ben z Colorado błyskawicznie awansował do roli najsłynniejszego gracza w World of Warcraft. Przynajmniej jeśli chodzi o popkulturę. Odwołania do sceny z jego udziałem odnajdziecie między innymi w How I Met Your Mother, South Parku, czy jednej z reklam Toyoty.

A zresztą spytajcie jakiegokolwiek znawcę internetowych memów. On wie, że działanie na skraju brawury i głupoty od kilku lat ma nazwę. Dwuczłonową. Leeroy Jenkins.

Znalazł się nawet reżyser, który sparodiował Leeroy’a w krótkim filmiku z napadem na bank. Średnio mu to jednak wyszło. Cały kultowy charakter tego, o czym mówimy, zawiera się w odpowiedniej intonacji okrzyku, a to niestety w remake’u spieprzono.

[youtube youtubeurl=”Rj22DbRoAPM” ][/youtube]

W tej historii jest pewien mało przyjemny twist. Wraz ze wzrostem popularności Leeroy’a, zaczęły pojawiać się głosy, że oryginalną scenę wyreżyserowano. Gracze wskazywali na takie przesłanki, jak na przykład ta, że ekwipunek, którego potrzebował Leeroy, wcale nie był dla jego awatara taki dobry. Przesadna groteskowość analizy taktycznej z procentową analizą szans przeżycia również włączała ludziom lampkę. Wprawne oczy znawców gry mogły także dostrzec, że w środku pomieszczenia, do którego wbiegł Leeroy, część towarzyszy zachowuje się tak, jakby chciała sprokurować porażkę.

I cóż, w końcu wyszło szydło z wora. Palsi ujawnili prawdę. Scena z Leeroy’em to teatr w wirtualnym świecie. Przedstawienie, które łyknęła popkultura. Ale czy to ważne? Jeśli kiedyś usłyszycie gdzieś “Leeroy Jenkins”, już wiecie, o co chodzi. To tyle na dziś. Idę zjeść kurczaka.

leer2

Related posts

Slow writing