Niemożliwe stało się możliwe. Klasyczna wersja World of Warcraft w produkcji!

Nieprawdopodobne rzeczy dla fanów Warcrafta działy się wczoraj w anaheimskiej Convention Center, gdzie od lat spotykają się fani gier Blizzarda. Gdy po zapowiedzi darmowego StarCrafta II, nowych postaci do Heroes of the Storm, dodatku do Hearthstone i mapy do Overwatch na scenę wyszedł J. Allen Brack, producent wykonawczy World of Warcraft, można było mówić o ekscytacji, ale i relatywnej pewności, że facet po prostu zapowie kolejny dodatek do gry. Tymczasem widocznie poruszony Brack pozwolił sobie na małą dygresję. O lodach.

I już wtedy można było przeczuwać, co się święci. Wszak klasyczna wersja World of Warcraft potocznie nazywana jest vanila WoW-em.

Ten jej waniliowy charakter w istocie był czymś, do czego zmierzał przemawiający na scenie producent. Miał na myśli smak lodów, który jest kwestią wysoce indywidualną. Część osób najbardziej lubi waniliowy. I dlaczego go mają nie dostać?

Niespodziewany ruch

Dlaczego mówimy tutaj o ogłoszeniu wręcz szokującym? Ano dlatego, że całym kontekstem tej sprawy jest wieloletni opór Blizzarda przed uruchomieniem starej wersji World of Warcraft. Zainteresowanych tym tematem odsyłam do mojego tekstu dla Spider’s Web, a w niniejszym artykule wersja TL:DR.

Blizzard kontra Nostalrius – o co chodzi w głośnym zamknięciu nieoficjalnego serwera World of Warcraft

W skrócie – od dawien dawna istniały pirackie serwery, na których można było zagrać w World of Wacraft w jego pierwotnej wersji. Dla wielu graczy była to po prostu lepsza gra, a nawet jeśli darować sobie te jakościowe porównania, nie ulega wątpliwości, że była rażąco inna od kierunku, który obrał współczesny WoW. Stąd na nie potrzeba.

Blizzard zdawał się tego nie dostrzegać i przez długi czas zbywał fanów vanilla WoW argumentem nostalgii. Do rangi symbolu urosła wypowiedź jednego z devów “you think you do, but you don’t”. W domyśle – you don’t want vanila servers. W ocenie producentów, gracze patrzyli na całą sprawę przez różowe okulary. Cytowane zdanie stało się hasłem przewodnim graczy walczących o klasyczne serwery. Żeby było śmieszniej, autorem tych słów był… J. Allen Brack.

Sprawa vanilla WoW zyskała jednak na popularności wiosną 2016, kiedy to Blizzard doprowadził do zamknięcia dużego pirackiego serwera o nazwie Nostalrius. Subskrypcje WoW pikowały w dół, tymczasem na Nostalriusie grało kilkaset tysięcy ludzi. To był ten moment, kiedy temat przebił się do mediów. Do akcji włączył się nawet… główny projektant vanila WoW, apelujący do CEO Blizzarda, by ten w końcu potraktował fanów klasycznej gry poważnie.

Blizzard rozegrał to wtedy wyśmienicie. Zaprosił twórców Nostalriusa do siebie na spotkanie oraz opublikował oświadczenie, że bierze argumenty fanów całkowicie na poważnie. I… tyle. Burza przeszła. Sprawa ucichła. Generalnie wszyscy zgadzali się co do tego, że Blizzard z punktu PR-owego przetrwał to perfekcyjnie.

Chyba nikt nie spodziewał się, że jednak to nie była tylko zagrywka marketingowa, lecz Blizzard naprawdę posłuchał swoich fanów.

Łzy w oczach

Wczorajsze ogłoszenie World of Warcraft: Classic to był majstersztyk. Bez dwóch zdań jeden z najlepszych momentów tego konwentu ever. Jak już wspomniałem, na scenę wyszedł ten człowiek, którego słowa niegdyś mocno zabolały fanów vanila WoW. Jego przemówienie było więc de facto swego rodzaju czyśćcem. Przyznaniem się do błędu.

Narracja Allena Bracka poprowadziła do niezwykle skonstruowanego trailera, w którym obejrzeliśmy jedną wielką cofkę Warcrafta do 2004. I znów, Blizzard nie byłby sobą, gdyby gdzieś nie przemycił smaczków.

W filmie widzimy Chromie, czuwającą nad czasem postać z WoW-a, która wciska przycisk zakrzywienia czasoprzestrzeni. Jest to aluzja do innego głośnego zdania w tej sprawie – “If we had a button that we could just push to give you vanilla WoW, we would”. Techniczne trudności w dostosowaniu obecnego hardware’u do wersji gry z 2004 r. stanowiły od lat główny argument Blizzarda „na nie”. Może oprócz wspomnianego posądzania graczy o noszenie różowych okularów.

Chromie mówi również: “Someone once said you can’t go back home again, but they lack vision”. To już jest ewidentna samokrytyka.

No i ten niesamowity wymowny kadr na koniec. Kiedy już cała cofka ostatnich kilkunastu lat w WoW-ie dokonuje się, krasnolud idzie ze swoim niedźwiedziem w siną dal. I wiecie co? Chyba nic tak dobrze nie oddaje klimatu klasycznego WoW-a jak właśnie to. Jesteś gdzieś pośrodku wielkiego świata. Nikt jeszcze nie nazywa cię “championem” ani “hero”. Zabierasz plecak z ekwipunkiem i wyruszasz na wielką przygodę. Motyw “strangera in a strange land”, który stanowił kanwę oryginalnego World of Warcraft, a który obcy jest bieżącej wersji tej gry.

Sprawie vanilla WoW kibicowało mnóstwo ludzi. Streamerzy, blogerzy, część dziennikarzy. Wielu z nich przyznało się wczoraj do łez. Można to zresztą zobaczyć w wysypie „reaction videos”, które pojawiają się na jutubie.

Ryzykowna gra?

Oczywiście pozostaje pytanie, czy ta wielka przygoda z klasycznym WoW-em się uda. Jako fan starego WoW-a sam mam duże wątpliwości. Czy to nie skończy się sześcioma miesiącami popularności, a potem redukcją do roli miejsca turystyczno-poznawczych wypraw młodszych graczy?

Nie da się ukryć, że postawienie klasycznych serwerów to nie tylko techniczne trudności, ale też powrót do tego, co w starym WoW było złe. To oznacza brak balansu klas, którego Blizzard de facto nie powinien poprawiać. To oznacza wolne poruszanie się po świecie i dostępność jakiegokolwiek wierzchowca dopiero na poziomie czterdziestym. To oznacza klasy o zawężonej roli i codzienność sytuacji typu buffowanie czterdziestoosobowego rajdu.

Jednak nawet jeśli okaże się, że J. Allen Brack miał rację i prawdą jest “you think you do but you don’t”, to bardzo podoba mi się argumentacja Blizzarda, że za cel tej operacji należy również uznać coś, co można określić jako stworzenie muzealnego eksponatu. World of Warcraft to jedna z najważniejszych gier w historii elektronicznej rozrywki 21 wieku. Legalnie obecnie niedostępna, gdyż zmiany zachodzące w grze przeobraziły ją w inną grę. Chcesz pograć sobie w pierwszego Mysta, StarCrafta czy Deluxe Ski Jumpa – możesz. W starego dobrego WoW-a nie możesz, chyba że założysz konto na pirackim serwerze.

I choćby dlatego warto to zrobić. Kolejne pokolenia graczy zasługują na możliwość wybrania się na tę wycieczkę muzealną po Azeroth. Warto, by do tej gry po prostu był legalny dostęp.

Patrząc jednak na to, jak znakomitym ruchem dla gry Runescape okazał się podobny manewr i wypuszczenie wersji old school, nie zdziwię się, jeśli dojdzie kiedyś do sytuacji, kiedy to ilość graczy na serwerach vanilla WoW dorówna tej zagrywającej się w Battle for Azeroth.

Related posts

Slow writing