Wirtualne światy
gang

Gracz kontra gangsterzy

Tu miał być tekst “Takie rzeczy tylko w Mieście Boga”, ale niestety historia ta wydarzyła się w Sao Paulo, nie w Rio.

Zanim opowiem Wam o tym, jak topowy gracz wpadł w oko członkom brazylijskiego gangu, tytułem wstępu krótka wzmianka o ciemniejszej stronie gier online.

Wspominałem chociażby przy “Wirtualnym obozie pracy”, że w sieci za prawdziwe pieniądze można kupować takie dobra, jak zdobytą w grze walutę, wysokopoziomowe awatary, potężne, ułatwiające wygrywanie przedmioty, czy też konta graczy z wszystkim, co wcześniej wymieniłem naraz (coś jak all-inclusive). Problematyczny charakter tego rynku polega na tym, że w wypadku większości tytułów sieciowych nie wolno obracać wirtualnymi towarami za prawdziwą kasę poza oficjalnym sklepem gry. “Nie wolno” nie oznacza, że takie rzeczy nie dzieją się za plecami twórców.

Tak też było w wypadku koreańskiego tytułu Gunbound, który dużą popularność odnotował w… Brazylii. Ceny sprzedawanych kont potrafiły tu sięgać trzech tysięcy dolców, jeśli tylko takie konto należało do dobrego gracza. Jednakże dziś będzie o kimś, kto na swoje nieszczęście był tak znakomity, że wartość jego wirtualnych dóbr wyestymowano na ponad dwa razy tyle. I niestety wyceny tej dokonał nie on sam, a szukający zysku gangsterzy.

La Firma, bo tak nazywała się owa grupa z półświatka, wzięła sobie na tapetę graczy, których wirtualne dokonania miały jakąś czarnorynkową wartość. Do dwóch typowych metod stosowanych przez gang należały „perswazja”, jak również działalność hakerska, której celem było przejęcie kont bez wiedzy gracza. Obie standardowe procedury operacyjne nie zadziałały jednak w wypadku naszego bohatera.

23. Tyle prób przejęcia konta dzielnie przetrwał ów chłopak, zanim na dobre zezłościł członków gangu. Ci zdecydowali się zatem wdrożyć plan B i trzeba im przyznać, że złość nie rzuciła im się całkowicie na mózgi, bowiem jeden element tego planu był całkiem sprytny.

La Firma postanowiła posłużyć się niezwykle potężną bronią. Kobietą.

Wiecie, nie chcę się tutaj odwoływać do stereotypów, że typowy zaangażowany w sieciowe granie mężczyzna to singiel, dla którego randka z atrakcyjną dziewczyną okupuje przedostatnie miejsce na liście „to do” (nad randką z nieatrakcyjną dziewczyną). Szkoda jednak, że w tym konkretnym wypadku stereotyp nie okazał się prawdziwy. Gracz zignorował bowiem wszystkie czerwone lampki i umówił się na spotkanie.

Inna sprawa, że miał również trochę szczęścia, bo podrywała go naprawdę dziewiętnastka płci pięknej (tyle że z gangu), a nie skryty za damskim awatarem facet w średnim wieku (co dotyczy większości przypadków, gdy kompletnie niespodziewanie znajdujesz w grze adoratorkę).

Dziewczyna sprawiła zawód graczowi, nie stawiając się o umówionej godzinie. Ten jednak nie miał specjalnie czasu o tym myśleć, ponieważ pojawił się z kolei facet z gnatem. W zaciszu internetowej kafejki i pod cichą kuratelą wycelowanej broni, poproszono gracza o loginy, hasła i transfer konta na nowych właścicieli.

Jednakże o ile manewr z kobietą sugerował, że członkowie gangu są całkiem kumaci, o tyle to, co stało się potem, wydaje się już przeczyć tej tezie. La Firma nie przewidziała bowiem, że gracz ominie kolejne stereotypy, okaże się twardzielem i po kilku godzinach wycelowanego w siebie pistoletu (fakt, że być może gumowego, nie wiem) nadal będzie trzymał gębę na kłódkę!

Skończyło się tym, że gangsterzy wypuścili chłopaka. Policja z kolei nie popuściła i niedługo potem zgarnęła La Firmę jak tirówkę z pobocza. Cała sprawa zakończyła się zatem triumfem dobra i sprawiedliwości, a do finału hollywoodzkiego filmu zabrakło jedynie namiętnego pocałunku gracza z jego adoratorką.

Udostępnij

Facebook Comments

Historie

cod10

Czuwanie w wirtualu przy chorym w realu

ser4

Zdalnie doprowadzał do awarii serwerów. Stał się idolem tych, którym zepsuł grę

wyp1

Zakup gry to nie wyjście po bułki. Może być wyprawą po Złote Runo

proces

O wirtualnym procesie, który poszedł nie tak

wypal2

Wypalenie zawodowe? Skonsultuj się z graczem lub famaceutą

gho

Non Omnis Moriar 2.0. Czyli o graniu z duchem

zaw

Zawał serca kilkadziesiąt centymetrów dalej

7368012472_a3a38e5672_o

Jak (nie) zdradzić partnera w grze video

cierp

Cierpliwość popłaca. Nie tylko w realu

wdowy

Wdowy po graczu

fsy2

W sieci grasuje mściciel

niemo

Z niemożliwym da się wygrać

vam

Zgryz

eth

Etos zalogowany. Czy wirtualność uczy dobra?

leer1

Leeroy Jeenkins. Człowiek i krzyk

osta

Ostatnie życzenie

inf3

Infiltracja 2

hea

Ręce, które leczą

mank

Żona Mankrika. Kobieta trudno dostępna

ggggggggg

Miłość w czasach gier online

swifty

Areszt na żywo. Grał i go zwinęli

gang

Gracz kontra gangsterzy

los

Dzielny Hans i zły łoś

chloro

Gwałt w wirtualu. Konsekwencje w realu

bitwagraczy

Bitwa o szósty okruch

toksyczne

W wirtualności, jak w realu, nie wszyscy się z wszystkimi lubią

farmerzy3

Skazani na granie. Dosłownie.

gri

Grieferzy. Psychole wirtualnych światów

lordbrit

Zabójstwo inne niż wszystkie

podziemie1

Seksualne podziemie w World of Warcraft

smiercwgrach

Gdy umiera gracz, ginie jego awatar

infilt

Infiltracja

Epidemia

Epidemia

psy

Chcieć to móc!

boski

O graczu, który jeden dzień był bogiem

outland

Outland

Polub blog na Fejsie :)