Słowenia. Turystyczny „Jack of all trades” i pomysł na wakacje

Bywa mylona ze Słowacją i niesłusznie szufladkowana jako jeden z krajów bałkańskich. Najczęściej jednak problem Słowenii polega na czymś innym. Gdy szukamy pięknego miejsca na spędzenie urlopu, nawet nie przychodzi nam ona do głowy.

A szkoda, bo jest tu co oglądać.

Kojarzycie angielskie określenie “Jack of all trades”? Cierpi ono na brak dobrego, polskiego odpowiednika. Najbliżej mu chyba do “jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”, lecz polskie znaczenie jest nacechowane negatywnie.

Stosuje się je w różnych kontekstach. Na przykład w grach video “Jack of all trades” oznacza postać, która nieźle pomacha mieczem, coś tam potrafi wyczarować, ale w niczym prawdziwie się nie wyróżnia. Bywają gracze, którzy to lubią. Inni unikają tego jak ognia. Wszyscy chyba zgodzą się co do tego, że “Jack” z definicji jest trochę podejrzany. Nieprzypadkowo w angielskim określeniu po “Jack of all trades” pojawia się jeszcze ta druga część – „master of none”.

Przenieśmy teraz koncept “Jacka” na turystykę. Szukając odpowiednika mówilibyśmy o krajach, które “mają wszystko”. Daleko szukać nie trzeba – Polska jest takim państwem, a przynajmniej za takie często uchodzi. Góry? Check. Niziny? Check. Morze? Check. Jeziora? Check. I parę jeszcze tych “checków” by się znalazło.

A teraz spójrzmy na to z innej strony. „Master of none”. Turystyczny „Jack” ma wszystko, ale niczego nie ma na takim poziomie, który ociera się o prawdziwy top. Góry? Nasze Tatry są piękne, ale nie robią aż takiej furory jak Alpy. Jeziora? Na Mazurach oczywiście uroczo, ale w Kanadzie znajdziemy jeszcze ładniejsze. Morze? Bałtyk zawsze na propsie, bo swój, ale tam, gdzie wyższa temperatura i piękniejsze wybrzeże, jedziemy chętniej. I tak dalej, i tak dalej.

Piszę o tym nieprzypadkowo. Szukam bowiem w głowie przyczyny, dla którego Słowenia nigdy nie cieszyła się jakimś wielkim turystycznym zainteresowaniem nad Wisłą. I myślę, że jednym z powodów może być właśnie to: Słowenia, podobnie jak Polska, to turystyczny “Jack of all trades, master of none”.

Różnorodność i mikroskala

Morze? Check. Południowy-zachód kraju w okolicach miasta Koper to wprawdzie króciuteńki odcinek wybrzeża, ale jest. Góry? Proszę bardzo. Piękne łańcuchy Alp Julijskich, Kamnickich i Karawanek spowijają północną część Słowenii, i pomimo niedużych odległości od siebie, dosyć mocno różnią się od siebie krajobrazowo. W sumie 28 szczytów przekracza 2000 m, a część z nich to obietnica prawdziwie niezapomnianych widoków. Zresztą, zobaczcie poniżej.

slv2

Wschód kraju jest z kolei nizinny i krajobrazowo różni się dalece od alpejskiego klimatu północno-zachodniej części i od mocno już śródziemnomorskiego zachodu. Słowenia to też jeziora – znajdziemy ich ponad trzysta, a wspomnieć warto zwłaszcza o jednym. Charakterystyczna wyspa z kościółkiem Wniebowzięcia Marii Panny na środku uroczego Bled widnieje na większości pocztówek ze Słowenii. Do tego dochodzą jaskinie, na czele ze słynną Postojną oraz mnogość rwących strumyków i rzek górskich, które oferują atrakcyjne warunki dla amatorów sportów ekstremalnych.

Słowenia to zatem prawdziwy turystyczny “Jack of all trades”. A wiecie, co jest w tym najlepsze? Niesamowicie różnorodne krajobrazowo atrakcje oferuje na przestrzeni średniej wielkości polskiego województwa.

W Europie jest wiele pięknych państw. Część z nich ma jednak ten “problem”, że podobne widoki, nawet jeśli same w sobie piękne, ciągną się przez setki kilometrów. Żeby w jakieś inne miejsce dojechać, trzeba trochę… pojechać. Dlatego właśnie Słowenia to świetna opcja dla turystów, którzy nie lubią monotonii. Jednego dnia możemy wybrać się w góry, drugiego trochę popływać, trzeciego spłynąć kajakiem, a czwartego powylegiwać się w kurorcie nad brzegiem jeziora. Tu wszędzie jest blisko. Kilkadziesiąt kilometrów od wysokich alpejskich szczytów macie już plażę i Adriatyk.

Słowiański kraj niedaleko Italii

Zróżnicowanie krajobrazowe idzie w parze z ciekawą historią Słoweńców. Za dosyć niezrozumiałe należy uznać częste utożsamianie Słowenii z typowym krajem bałkańskim. Geograficznie mogłoby to się jeszcze obronić o tyle, o ile, bo faktycznie – niewielka, południowa część kraju zahacza o Bałkany. Historycznie jednak Słoweńcom przez wieki znacznie bliżej było do mocarstw środkowo-europejskich; zwłaszcza do Habsburgów. Słowenia stanowiła część Austro-Węgier, na co zresztą każdy, kto wybiera się w słoweńskie góry, bez trudu znajdzie dowody. Niewinnie wyglądające szczyty kryją jeden wielki bunkier z okresu I Wojny Światowej.

slv3Dodajmy do tego katolicyzm i język, któremu bliżej do czeskiego i polskiego, niż np. do chorwackiego, i podciąganie Słowenii ku Bałkanom wyrasta na tezę dosyć dyskusyjną. Szczerze mówiąc, ucinając sobie pogawędki ze Słoweńcami w dużo większym stopniu miałem poczucie, że gadam z bratankami, niż gdy byłem na Węgrzech. Aż trudno uwierzyć, że kraj tak mocno przesycony bliską nam słowiańszczyzną znalazł się gdzieś hen na zachodzie, u granic Italii. Z drugiej strony, to taka fajna słowiańska enklawa w tej okolicy.

Zachęcam zatem, by wbrew dominującym obecnie kierunkom turystycznym, na poważnie potraktować Słowenię jako cel wakacyjny. Ona po prostu na to zasługuje. Ma do zaoferowania sporą różnorodność na niewielkim terenie, a usposobienie tutejszych Słowian sprawia, ta różnorodność wydaje się jednocześnie  bliska.

Oczywiście Słowenia to także turystyczny “jack of all trades” z całym dobrodziejstwem inwentarza. Miesiąc pewnie nie byłoby co tu robić. Ale jeśli macie ochotę na zwarty, intensywny, pełen zmian wyjazd, Słowenia sprawdzi się świetnie. Pamiętajmy więc o niej nie tylko wtedy, gdy Stoch, Kot czy Żyła toczą sportowe boje z braćmi Prevc.


 

Zdjęcia: photocredit + własne

Related posts

Slow writing