Słuchawki, które polecam

Aktualizowana lista słuchawek, które autor tego bloga z czystym sumieniem poleca.

Postanowiłem zebrać w kupie te modele słuchawek, które autentycznie lubię. Ostatnią instancją jeśli chodzi o sprawienie sobie muzycznej frajdy jesteś jednak *ty* i to, co słyszysz. Jeśli masz możliwość, posłuchaj przed zakupem i nie bierz w ciemno. A jeśli już musisz, zacznij od przeczytania poniższego akapitu.

Mój gust

W słuchawkach szukam przede wszystkim muzykalności. Lubię sprzęt, który gra z nastawieniem na “fun” i sprawia, że nóżka sama tupie. Nie sympatyzuję z nierzadko spotykanym u hardkorowych audiofili podejściem, które w ubarwianiu dźwięku widzi zamach na wierność przekazu. Mimo to, w poniższym zestawieniu pojawiają się również słuchawki o analitycznym, zrównoważonym brzmieniu. Nawet jeśli nie są stuprocentowo w moim typie, trudno nie docenić ich jakości.

Lubię dobry bas. A przez dobry bas rozumiem bardziej fajne uderzenie i jego precyzję niż samą moc. W basie do muzyki, w przeciwieństwie do basu ukierunkowanego na filmy, naprawdę nie powinno chodzić o zamulające “łubu dubu”. Lubię jednak, gdy podstawa z dołu jest solidna, stąd większość polecanych tutaj słuchawek to słuchawki basowe.

W kwestii sopranów, czyli słuchawek grających jasno versus ciemno, jestem “bi”. Lubię i jedne i drugie. Modele z wyeksponowanymi wysokimi tonami świetnie sprawiają się w muzyce akustycznej. Gdy z kolei mam ochotę na chillout z nastawieniem na bas i tony średnie, wybieram słuchawki o ciemniejszym brzmieniu.

Słuchana muzyka: rock, metal, folk, ambient, klasyczna i elektronika.
Gatunki, których nie słucham w ogóle to hip-hop, rap i jazz.

Byle jak najtaniej…

Kategoria, której w ogóle nie powinno tu być. Wszak właśnie o to chodzi w casualowej audiofilii, by darować sobie półśrodki. Jednak różnie w życiu bywa. Finansowe możliwości mogą być takie, a nie inne i już. Podejdźmy więc do sprawy pozytywnie – zamiast podkreślania minusów tanich rozwiązań, skupmy się na tym, co w wysoce budżetowych słuchawkach jest okay.

Soundmagic P11S

Tak, wiem. Nazwa Soundmagic brzmi, jakby Zdzisek i jego szwagier rozkręcali słuchawkowy interes na bazarze w San Escobar. Nie dajcie się jednak temu zwieść. To rzetelny chiński producent sprzętu audio, a do tego, że Chiny nie powinny kojarzyć się już z dziadostwem, przekonywać chyba nie muszę.

P11S są oczywiście słuchawkami z niskiej półki. Gdyby jednak kosztowały dwa razy więcej, nikt nie podniósłby alarmu. Wydane w różnych kolorach, zarówno jasnych, jak i ciemnych, nie rażą wyglądem, a do tego są również względnie wygodne. Mimo dosyć kruchej na pierwszy rzut oka konstrukcji, nie spotkałem w sieci lawiny opinii na temat ich uszkodzeń. Jestem przyzwyczajony do dużo wyższej klasy sprzętu, ale przy założeniu ich na uszy nie czuć efektu natychmiastowego odrzucenia. Wręcz przeciwnie – zaskoczyły mnie, że tak tani sprzęt potrafi grać całkiem nieźle.

  • uniwersalne, dobre brzmienie w niskiej cenie
  • kolorystyka
  • lekko chybotliwa konstrukcja

Szczególnie polecam: wszystkim, którzy nie chcą chodzić w budżetowych modelach Sony, jak większość społeczeństwa.

Słuchawki Superlux

Tutaj mamy do czynienia z paletą słuchawek, a niekoniecznie z jednym tylko modelem. A wszystko dlatego, że Superlux jako firma słynie z produkcji taniego sprzętu o zjawiskowym wręcz stosunku jakości do ceny. Kultowym już wręcz przykładem tego podejścia jest model Superlux HD681, stworzony na wyraźne podobieństwo słuchawek AKG K240 i wypuszczony za śmieszne pieniądze. Niejedna osoba dałaby się nabrać, gdyby zasłonić jej oczy i spytać, które słuchawka kosztuje mniej niż 100 zł, a która o wiele więcej.

Superlux namieszał trochę z wersjonowaniem tych słuchawek (wypuszczane na przestrzeni ostatnich lat wersje grały trochę inaczej od siebie), ale generalnie nie powinniście się nadziać. Zdecydowanie warte polecenia są także Superlux HD668B.

  • współczynnik cena/jakość
  • granie, którego nie powstydziłyby się modele droższe
  • w tej cenie? Nic.

Szczególnie polecam: wszystkim, którzy wymagają dobrego dźwięku, lecz nie chcą za niego płacić.

Portable nauszne

…czyli dokładnie ten sektor, w którym niepodzielny prym wiodą Beatsy. Czyli marka, w której stosunek ceny do jakości jest rażąco niekorzystny. Poniżej kilka modeli, w wypadku których pod tym względem jest znacznie lepiej.

Sennheiser HD 202 II

Model od wielu lat widywany na uszach Polaków i słusznie. Jakkolwiek bowiem Sennheiser to firma spod znaku love it or hate it, to tutaj biorąc pod uwagę cenę jest bezdyskusyjnie git. Słuchawki grają dosyć typowo dla tego producenta – brzmienie jest efektowne, ale raczej zbite. Docenić trzeba zwłaszcza przyjemną dla ucha podstawę basową, która nadaje brzmieniu kopa.

Jedyny poważniejszy minus to częsta przypadłość słuchawek Sennheisera, czyli wrażenie, że zakładając je na głowę wskakujesz do studni śmierci.

  • efektowne, angażujące brzmienie
  • wygląd

Szczególnie polecam: wszystkim, którzy mają gdzieś walory estetyczne.

 

AKG Y50

Słuchawki o bardzo wyrazistych atutach. Niezwykle relaksujące, przyjemne i dosyć delikatne brzmienie, a do tego jeden z najładniejszych basów, jakich kiedykolwiek doświadczyłem zakładając słuchawki na uszy. Niskie tony w Y50 przywodzą na myśl klimat lounge’owego baru. Brzmią jak mały subwooferek i właśnie to sprawia, że mimo dosyć masywnego basu jest to granie bardzo odprężające.

Na uwagę zasługuje również ogólnie dopieszczony charakter brzmienia oraz przyzwoita wygoda słuchawek. Minusy? Grzeją uszy (przynajmniej moje). Do tego potrafią spacyfikować muzykę typu np. metal, gdyż gitarom raczej odejmują niż dodają ciężaru. Do elektroniki jednak – doskonałe.

  • piękny bas
  • przyjemne, relaksujące brzmienie
  • dosyć delikatne do niektórych gatunków muzycznych

Szczególnie polecam: fanom elektroniki.

Sennheiser Urbanite

W temacie nausznych słuchawek przenośnych Sennheiser ma obecnie do zaproponowania dwa popularne modele: Momentum oraz Urbanite. Z jakichś powodów, być może czysto promocyjnych, częściej mówi się o tych pierwszych. Niesłusznie, moim zdaniem, gdyż dla mnie lepiej brzmią Urbanite. To takie granie, które można by określić mianem – wyższej klasy Beatsy. Czyli wyraźnie zaznaczony bas, ale bez wrażenia, że wali się cała reszta.

Urbanite warto rozważyć również dlatego, że na starcie były one znacznie droższe niż obecnie. Nie mam pojęcia dlaczego tak potaniały, ale to obecnie jedna z lepszych okazji, by za stosunkowo nieduże pieniądze dostać naprawdę wartościową słuchawkę portable.

  • bas
  • fajny wygląd
  • przeciętnie wygodne

Szczególnie polecam: wszystkim, którzy chcą wydać >1k na Beatsy.

Bowers & Wilkins P5 S2

Bowers & Wilkins to firma, która słynie z bardzo stylowych słuchawek. I generalnie jest to produkt dosyć już premium, na co wskazuje przede wszystkim bardzo eleganckie wykonanie oraz cena. Z perspektywy audiofila, który u mnie jest – powtarzam – casualowy, mamy więc do czynienia z prawdziwie wysoką półką.

Słuchawki te polecam z ogromnym napisem “uwaga”. Brzmienie tego modelu na wyjściu jest bowiem, w mojej przynajmniej ocenie, absolutnie nie do przyjęcia. A wszystko to za sprawą karygodnie schowanych sopranów. Dźwięk po prostu nie jest czysty i nie jest proporcjonalny. Wystarczy jednak prosta korekcja w equalizerze i podbicie góry, by słuchawki te zaczęły brzmieć rewelacyjnie. Wspaniałość bazuje tu przede wszystkim na świetnym, organicznym, nisko schodzącym basie i bardzo udanym mariażu grania kulturalnego i muzykalnego. Zaskakuje dobra izolacja. Słuchawek o takim kształcie zapewne nie podejrzewacie o to, że nie wypuszczają dźwięku na zewnątrz, a tymczasem pod tym względem jest naprawdę zaskakująco dobrze.

Czy poza brakiem balansu w brzmieniu mają jakieś wady? Scena jak na te pieniądze mogłaby być moim zdaniem szersza, ale za to z jej głębią jest bardzo dobrze.

  • znakomity bas
  • wygląd i wygoda
  • brak czystości brzmienia (łatwy do korekcji)

Szczególnie polecam: wszystkim, którzy nie boją się equalizera.

Do biurka

Żyjemy w czasach ofensywy słuchawek bezprzewodowych. Chciałbym wam jednak polecić teraz kilka modeli, z których każdy ma kabel. Wychodzę bowiem z prostego założenia: jeśli to ma być sprzęt do słuchania w pokoju lub w pracy, kabel minimalizuje ryzyko gorszej jakości dźwięku w porównaniu ze słuchaniem bezprzewodowym. Owszem, bywają słuchawki, które na wireless jakościowo nie tracą prawie nic. Ale wciąż to jeszcze nie te czasy, by bezprzewodowe granie ostatecznie pokonało słuchanie muzyki w towarzystwie kabla.

AKG K550 MK II

To chyba summa summarum najlepszy model słuchawek do 1000 złotych z tych, które miałem na uszach. K550 łączą bowiem dwie bardzo ważne dla słuchacza cechy: topowe brzmienie i topową wygodę. Dodajmy do tego piękny wygląd i mamy znakomite “all-roundery”. Słuchawki właściwie pozbawione słabych stron.

Choć nie, jednak jakieś wady mają. Przede wszystkim, nie są to słuchawki dla basolubów i fanów dużych emocji. Jeśli ktoś liczy na efektowne, cyfrowe granie z podbiciem dołu i atomowy budyń zagłady, to nie tutaj. K550 lepiej opisują takie słowa jak zrównoważenie, łagodność, relaks. Największe wrażenie robi w nich chyba scena. Pod tym względem fundują wrażenia naprawdę wysokiego kalibru.

  • znakomita scena
  • wygoda
  • wygląd
  • spokojne brzmienie
  • bardzo spokojne brzmienie
  • basu mogłoby być więcej

Szczególnie polecam: wymagającym.

Audio-Technica ATH-M50X

Kultowy model japońskiej Audio-Techniki to zupełne przeciwieństwo opisanych wyżej AKG K550. Wręcz ukułem sobie w głowie tezę, że miłośnicy słuchawek dzielą się na dwie grupy: tych, którzy pokochają K550 i tych, których serce podbije M50X. Nie da się bowiem ukryć, że oba te modele różnią się jak dzień i noc.

ATH-M50X to granie przede wszystkim ekspresyjne, w dobrym rozumieniu tego słowa agresywne i drapieżne. To słuchawki wydobywające pazur z nagrań rockowych i metalowych. To szybka lamparcica przy pięknym łabędziu, jakim są AKG.

To jednocześnie zupełnie innego rodzaju scena niż w K550: nie jest aż tak duża, ale czaruje niesamowitą separacją dźwięków i znakomitym wglądem w muzykę. I chyba właśnie dlatego tak często M50X używane są przez muzyków do reżyserii dźwięku, mimo że absolutnie nie są to słuchawki neutralne. Wręcz przeciwnie: to granie z zauważalnie podkręconymi skrajami pasma, mocno uderzającą w uszy górą i szalenie precyzyjnym, ładnie zaznaczonym, choć od razu mówię, że nie bardzo znowu niskim basem.

Słowem, słuchawki w wyraźnym pomysłem na siebie. Brzmieniowo bardzo, ale to bardzo przekonująca całość. Oczywiście zakładając, że lubicie sprzęt, który pobudza krążenie niż je uspokaja. Pozostaje tylko żałować, że nie są szczytem wygody.

  • brzmienie z charakterem
  • ogólna bardzo wysoka jakość grania
  • świetna separacja
  • umiarkowanie wygodne
  • nie dla fanów spokoju i łagodności

Szczególnie polecam: miłośnikom folku i rocka.

Sony MDR-1A

Jeśli w słuchawkach szukasz przede wszystkim lekkości i wygody, zaspokoją cię AKG K550. Jeśli jednak z jakichś powodów nie chcesz tego modelu, dobrą alternatywą są Sony MDR-1A. Model ogólnie nieco gorszy, ale nieco też tańszy.

To kolejne słuchawki, które mają te trzy ważne dla słuchacza rzeczy: brzmienie, wygodę i wygląd. I jakkolwiek to pierwsze może nie jest powalająco żywiołowe i efektowne, to z drugiej strony: wielu słuchaczy szuka w muzyce przede wszystkim kulturalności i zrównoważenia. Sony MDR-1A będą w takiej sytuacji bardzo dobrym wyborem. Nie ma tu szczególnie mocnego basu i w sumie jakiejkolwiek charakterności – generalnie jest bardzo grzecznie. Ale przecież grzeczność też czasami jest w cenie.

  • lekkość i wygoda
  • spokojne, zrównoważone brzmienie
  • średnio żywiołowe

Szczególnie polecam: fanom grania bez fajerwerków.

Beyerdynamic Custom One Pro Plus

Myśląc o tych słuchawkach, wyobraźcie sobie zawodnika, na którego w finale nikt nie stawia i który nagle wystrzela, by nawiązać walkę o złoty medal. Choć z drugiej strony, trudno o Custom One Pro Plus mówić jako o szaraczku, bo to słuchawki, w których można… ustawić swój wygląd (wybierając jedną z wkładek) oraz dźwięk (wybierając poziom basu). I o ile to pierwsze kompletnie mnie nie rusza, to ta druga opcja jest całkiem przydatna.

Skąd jednak ta analogia do sportu? Otóż Beyerdynamic to uznana firma z ogromnymi tradycjami, ale rzadko zapuszczająca się na takie „młodzieżowe” tereny. Oni  ewidentnie najlepiej czują w czymś innym i stąd moje zaskoczenie, że ten model jest aż tak dobry.

A jest. Brzmieniowo to słuchawki z gatunku “instalike”. Bardzo udane połączenie zrównoważenia i uniwersalnością brzmienia z rozrywkowością, której im absolutnie nie można odmówić. Bas ustawicie sobie w nich sami, a cała reszta i tak gra jak talala.

  • uniwersalne, a jednocześnie rozrywkowe granie
  • możliwość ustawienia poziomu basu
  • tańsze od niejednego konkurenta
  • w sumie trudno znaleźć choć jeden znaczący minus

Szczególnie polecam: tym, którzy chcą ustawić odpowiedni dla siebie poziom basu.


To tyle na dziś. Ten artykuł ewoluuje – jeśli zabrakło ci kategorii dokanałowych i wireless, spokojnie, pracuję nad tym.

Related posts

Slow writing