Tych gier chcę więcej na iPadzie!

Jeśli miałbym powiedzieć, w co najbardziej lubię pograć na iPadzie, to są to gry logiczne. Poziom wiodących tytułów na iOS, które reprezentują ten gatunek, jest tak wysoki, a kreatywność niektórych pomysłów tak duża, że nie jest w stanie mnie do nich zrazić nawet wszechobecna słitaśność. Czasami chętnie zrobiłbym sobie jednak odskocznię od tego typu gier, a jednocześnie nie zamieniał wtedy iPada na PC. Wtedy zaczyna się problem, bo nie za bardzo mam w co grać.

Poniżej co nieco o dwóch gatunkach, których brakuje mi na iPadzie. Potraktujcie to jako desperacką modlitwę do twórców.

Przygodówki

Chętnie zobaczyłbym w AppStore więcej klasycznych gier przygodowych i ogromnie się dziwię, że ich wysyp do tej pory tu nie nastąpił. Bo gdy patrzę na to, z jaką wygodą wiąże się granie w przygodówkę na tablecie, to śmiem twierdzić, że gatunek ten powinien powoli pakować manatki z komputerów stacjonarnych i przenosić się na urządzenia dotykowe. Oczywiście warunkiem do tego niezbędnym jest jeszcze większe upowszechnienie się tabletów, ale sądzę, że to kwestia czasu. Czasu, który chciałbym, by minął jak najszybciej. Tak chętnie pograłbym w przygodówki z dala od PC.

Jak na razie, struktura gier przygodowych w AppStorze jest jednak dosyć specyficzna i brakuje mi tu tego, na czym mi najbardziej zależy: „nowoczesnych przygodówek starej daty”. Są za to nieco inne gry.

Po pierwsze, mamy gry HOPA, czyli gry przygodowe o nieco innym targecie niż ten „klasyczny”, tworzone głównie dla kobiet w średnim wieku i posiadające specyficzny element, jakim są sceny hidden-object.

Po drugie, znajdziemy tu też na ogół kompletnie nieudane rimejki klasycznych gier przygodowych. „Broken Sword” i „Monkey Island” jeszcze się jako tako trzymają, ale nawet one wyglądają zbyt retro, by mogły namieszać i zbudować silny minirynek dla gier przygodowych w obrębie AppStore’a. Niestety kręcią robotę odwala cały szereg tragicznie zoptymalizowanych reedycji (np. Atlantis 2 i inne francuskie przygodówki z przełomu wieków, czy The Last Express). Mam nadzieję, że ich słaba popularność nie skutkuje nieufnością twórców do inwestowania w gry przygodowe na iPada. One nie sprzedają się dlatego, że wyglądają po prostu źle, a nie dlatego, że nie ma dla nich miejsca w dzisiejszym świecie.

Po trzecie, mamy wyjątki, które potwierdzają regułę. Do nich zaliczam zarówno klasyczniejsze gameplay’owo Machinarium, jak i bardziej innowacyjne The Walking Dead, które, swoją drogą, średnio wypada na iPadzie z uwagi na niewygodne sterowanie. Dobre i to, ale takich gier wciąż jest jednak za mało.

Fabularne RPG

Ogromnie wierzę w tablet jako urządzenie, dzięki któremu mógłby dokonać się renesans gier 2D. O ile jednak jestem optymistą co do szybkiej ekspansji gier przygodowych na iOS, to w kwestii klasycznego rolplejowania w duchu baldurowym tkwimy wciąż w relatywnie czarnej dupie i to pomimo faktu, że pewien krok do przodu został wykonany dzięki Baldur’s Gate: Enhanced Edition.

Mały progres się zatem dokonał, mimo że premiera tego tytułu nie należała do wydarzeń, którym towarzyszyła całkowita euforia. Baldur na iPada wyszedł bowiem potwornie zbugowany, bardzo drogi jak na grę na to urządzenie i z interfejsem zaskakująco PC-towym. Jeśli zatem gra ta miała zachęcić innych twórców i ukierunkować ich, jak może wyglądać rasowy rolplej na ekranie dotykowym, to tego nie zrobiła. Po prostu pokazała, że konwersja totalna z PC jest możliwa.

Ciężko natrafić na jakiekolwiek dane sprzedażowe odświeżonego Baldura. Twórcy chwalili się jednak tym, że pre-salesy przeszły ich najśmielsze oczekiwania. Podobno również to wersja iPadowa jest tą,  która sprzedaje się najlepiej.

Aż chce się powiedzieć: a nie mówiłem?

Warto wspomnieć jeszcze, że dobroczynny wpływ na mature RPG na iPada mogą mieć karcianki, które – z tego co wiem – naprawdę nieźle wypadają w AppStore. Sporym sukcesem na iOS okazał się Duels of Planewalkers, nic więc dziwnego, że pojawiło się ostatnio Duels of Champions. Popularność tych gier pozwala wierzyć, że zostanie zauważony odbiorca bardzo bliski fanowi crpg. A to będzie kolejny mały kroczek i – jak mawiał Leo Beenhakker – krok po kroku…

Related posts

Slow writing