Dlaczego Wiedźmin 3 zasługuje na tytuł Gry Roku. Subiektywnie.

Jak zwykle koło Sylwestra, internety obrodziły w teksty zaczynane od mitycznego „Koniec roku to czas podsumowań”. To dobra okazja, by pójść pod prąd. Wiadomo więc było, że pojawią się i takie zestawienia, w których Wiedźmin 3 nie zostaje najlepszą grą minionych 12-stu miesięcy.

Gusta są różne. Obcowanie z grami należy do osobistych przeżyć, więc każdy gracz ma prawo powiedzieć, że jakaś gra podobała mu się mniej lub bardziej. I tym „naj” „naj” niekoniecznie musi być Wiedźmin.

Ale gdy mówimy o zestawieniach tworzonych przez duże portale, oceniających największe gry minionego roku, to tamże miejsce pierwsze Wiedźminowi po prostu się należy. Każdy inny wynik traktuję z dużą podejrzliwością.

Słowa te bynajmniej nie padają z ust bojownika o wiedźmińską sprawę i fanboja tej największej w dziejach Polski produkcji growej. Sam długo przekonywałem się do całej trylogii. Geralt jako intelektualne emo, mędrzec, jebaka i fajter w jednym, nigdy nie był postacią, z którą potrafiłem się zżyć. W grach fantasy raczej wybieram magów lub bohaterów hasających sobie po lesie z łukiem. Pasuje to do władającego dwoma mieczami mutanta jak wół do karety.

Nie mam więc poczucia, jakoby historia opowiadana w Wiedźminie III była „moją” historią. A mimo to bezwzględnie uważam ten tytuł za grę roku.

Dlaczego?

wtchr3

Nie za świat…

I tu małe zaskoczenie. Jeśli z recenzji Wiedźmina 3 można wyciągnąć jakąś „sumę”, to gracze cenią tę grę głównie za dwie rzeczy. Po pierwsze, za wspaniały otwarty świat. Po drugie, za fabułę.

Tymczasem ani jedno ani drugie nie jest powodem, dla którego dla mnie Wiedźmin III to gra roku.

Wśród megaprodukcji z otwartym światem CD Projekt RED odsadził oczywiście rywali, ale… tego należało oczekiwać. Już kiedyś w artykule na blogu „Mana czy herbata?” pisałem, że zdystansowanie konkurencji nie stanowi trudnego zadania w sytuacji, gdy większość gier typu open world jest na dzień dzisiejszy taka sobie. Skyrim, Dragon Age: Inkwizycja, Fallout 4 to gry przepięknie wyglądające, ale i produkcje zalewające graczy olbrzymią ilością przeciętnego kontentu. Słabe fabuły, nudne zadania i niedopracowane mechaniki to dziś główne bolączki tego gatunku. Z perspektywy CD Projektu wystarczyło więc w te zaniedbywane elementy tchnąć trochę miłości i voila – reszta odsadzona o długość okrążenia.

Wiedźmin 3 już na starcie jest więc lepszy, bo i wygląda obłędnie, i ma dobrą fabułę. Czy to jednak wystarcza, by uznać go za ideał gatunku i grę kompletną?

Nie.

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję i przywołam kejs Star Wars: The Old Republic. Gry, która… nie do końca była tym, czym była.

Przytoczę ten przykład dlatego, że Wiedźmin stanowi dosyć podobny przypadek.

Dla przypomnienia, The Old Republic wydano jako grę MMORPG. Gdy jednak się w nią pogra, bardziej przypomina przygodę fabularną dla jednego gracza, nieco na siłę wtłoczoną w ramy wielkiego, wirtualnego uniwersum. Z Wiedźminem 3 jest podobnie. Największe jego atuty sugerują, że najbliżej mu do gatunku interactive drama spod znaku firmy Telltale, mimo że na pierwszy rzut wygląda jak brat-bliźniak megaprodukcji typu Skyrim.

Nie jest nim jednak. Wydaje się wręcz, że to, co związane z gatunkiem open world, pojawiło się w tej grze dlatego, że pojawić się musiało; tak jakby zespół wyszedł z założenia, że Wiedźmin 3 będzie otwartym światem, który stawia na historię, po czym kurczowo trzymał się tego punktu wyjścia, nie zawsze mając pomysł, jak zaadaptować do tej wizji pozostałe cechy gatunku.

Dobrze widać to na przykładzie zadań, które gracz rozwiązuje w Dzikim Gonie. Questy w Wiedźminie 3 są ciekawe. Fabularnie. Ale jednocześnie prawie każde zadanie oznacza irytująco tę samą sekwencję. Trzeba zbadać poszlaki za pomocą wiedźmińskich zmysłów, pójść w kolejne miejsce po śladach i ostatecznie rozwiązać zagadkę. Jak rozumiem, ten growy odpowiednik seriali typu procedural znalazł się w grze właśnie dlatego, że należało zaproponować jakieś elementy rozgrywki, które usankcjonują wspomnianą silną fabularyzację questów. Była już kiedyś podobna gra, nazywała się LA Noire, i zrobiła to lepiej. Choćby przez lepsze rozwiązania interfejsowe.

I taki trochę ten Wiedźmin jako gra z otwartym światem jest. Bardzo chce nim być. Nie do końca wie jak. Czaruje wspaniałymi widoczkami, ale poza opowieścią wypełnia teren gry głównie zapychaczami. Zwraca uwagę wielowątkową narracją w questach, ale i maskuje powtarzalność, jak mechanicznie te questy przebiegają. Jakimś gigantycznym paradoksem tej gry jest to, że z jednej strony stanowi ucieleśnienie gry ambitnej, a z drugiej, w jakimś sensie to gra wydmuszka. Wiedźmin bowiem rażąco odcina się od wszystkiego, co we współczesnych grach płytkie. A jednocześnie bardzo sprytnie ukrywa to, co płytkie w nim samym.

Powyższy wniosek jest oczywiście lekko z przymrużeniem oka, lecz uważam, że znajdziemy w nim ziarenko prawdy.

wtchr2

Nie za fabułę…

Fabuła to drugi, obok grafiki, element, za który Wiedźmin 3 zebrał najwięcej oklasków. Komplementy pod adresem scenarzystów posypały się jak z rękawa i są to pochwały naprawdę dużego kalibru.

Ot chociażby Greg Street, obecny projektant League of Legends (kiedyś World of Warcraft i Age of Empires) uważa, że Wiedźmin ma najlepsze questy w grze RPG. Ever. 10 na 10 od Gamespot ze szczególnymi pochwałami po adresem treści fabularnych także piechotą nie chodzi.

Mimo to, ustawię się nieco okoniem i przyznam, że fabuła również nie jest powodem, dla którego uważam Dziki Gon za grę roku.

Czy Wiedźmin 3 ma znakomitą fabułę? Z pewnością znakomity jest sposób jej opowiedzenia, niekoniecznie sama historia. A to duża różnica. Redzi czarują mocno artystycznym podejściem do narracji, pięknie reżyserowanymi scenami, świetną synergią obrazu, dźwięku i słowa. Ale to wciąż bardziej prezentacja niż treść. Oczywiście i pod stricte fabularnym kątem gra zasługuje na pochwały. Opowieści w świetny sposób potrafią odkrywać coraz to nowe tajemnice. Szczególnie podoba mi się to, że często dzieje się tak w momencie, kiedy gracz zupełnie nie spodziewa się, że dana historia będzie miała jeszcze jedno dno.

Obok tego mamy jednak dłużyzny i dosyć nudne retrospekcje z Cirillą. Za chybiony pomysł uważam zdradzenie od razu, że będziemy się za nią uganiać w kilku krainach – co stanowi jasny sygnał dla gracza, że żadnego przełomu długo nie będzie, a żeby ów nastąpił, musimy  wszystkie miejsca po prostu odhaczyć. Wydaje mi się również, że Dziki Gon to wyraźnie najsłabsza część sagi o Wiedźminie jeśli chodzi o dialogi. Mam jednak świadomość, że obniżka lotów pod tym względem związana jest ze skalą gry. Przy przeskoku na +100h zabawy nie da się zachować jakości w każdej napisanej linijce.

Zdaje sobie również sprawę, że odbiór fabuły wygląda zupełnie inaczej z perspektywy fana książek, jeśli traktuje się ją jako zwieńczenie ukochanej serii. Obecne w Wiedźminie zwalnianie niejednej sceny, by rozkoszować się nostalgią i odniesieniami do określonych wydarzeń w przeszłości, dla mnie jest wadą w tym sensie, że nic nie wnosi. Dla miłośnika Sapkowskiego to samo będzie największą zaletą.

Dlaczego więc gra roku?

Dziki Gon to, krótko mówiąc, tytaniczny wysiłek i piękna próba ugryzienia starej konwencji w nowej formie. To gra, która karmi gracza wyborną sensoryczną ambrozją, wspaniałą prezentacją i treścią, która jest tylko trochę gorsza. To atak na K2 gier video, który można skomentować słowami „jeszcze w tym miejscu nie jesteśmy, ale już niedługo w nim będziemy”

I za to ostatnie Wiedźmin 3 jest dla mnie grą roku.

Łatwo bowiem zmieniać świat samemu, tworząc w garażowym zaciszu grę niezależną. Trudniej o to w sytuacji firmy, która skalą podpada już pod growe korpo. W takim wypadku szczytne ideały zasługują na szczególną uwagę.

Główni konkurenci CD Projektu od lat wydają gry „bezpieczne”. Tymczasem dzięki Wiedźminowi pewne fundamenty zostały zachwiane, pewne pytania zostały zadane, pewne dogmaty zostały zakwestionowane i już przy kolejnej grze na przykład Bethesdy zarówno dziennikarze, jak i gracze dwa razy się zastanowią, zanim ich bliska ideału ocena wyląduje na Metacritic.

Brzmi to wszystko może dosyć idealistycznie, ale ja naprawdę liczę na to, że w 2015 roku ukazał się tytuł, który może zmienić wysokobudżetowe produkcje. Wierzę, że powstała gra, która bezlitośnie obnażyła wieloletnią stagnację w gatunku open world; która odważnie stawia pytanie, dlaczego populacja graczy starzeje się, a mimo to historie w grach są coraz bardziej infantylne; i która z buciorami, a jednocześnie finezją wyważa drzwi do świata lepszych gier.

I myślę, że właśnie to zostanie zapamiętane, gdy kiedyś wspominać się będzie Wiedźmina 3. Że przede wszystkim utorował drogę do renesansu gier RPG. Uświadczenia tego w 2016 roku sobie i wam życzę.

Related posts

  • Pingback: Karnawał Blogowy #26 - Bobrownia()

  • Świetnie podsumowane. Ja myśląc o Wiedźminie nawet nie wiem od czego zacząć, bo odbieram go jako grę naprawdę kompletną. Dziś trochę kręcę nosem, bo najnowsza aktualizacja sprawiła, że mam parę upierdliwych bugów, ale pomijając to – zrobili z książek Sapkowskiego arcydzieło.

  • Dopiero zacząłem grać „na poważnie”, ale już mam dokładnie takie odczucia. Choć nie do końca zgadzam się, że gracze inaczej spojrzą na inne produkty. Masa jednak nie zadaje sobie trudu, aby rozkładać produkt na poszczególne elementy. W ten sposób konsumowane są np. filmy. Moim ulubionym przykładem jest seria „Transformers”. Pierwsza część pokazała wszystkim, że można nakręcić kino nowej przygody i to będzie podobać się wszystkim. I co? I nic, fani serii pozostali jej wierni nawet w momencie, gdy wybuchają doniczki. Jednocześnie wcale nie docenili bardziej „innego” kina. Z grami wydaje mi się, że jest podobnie. Jesteśmy my, którzy „tracą czas” na takie przemyślenia i reszta, która po prostu konsumuje bez refleksji.

    Choć bardzo, bardzo chcę się mylić.

    • Kurcze sam się nad tym zastanawiam, „tracąc czas” i dochodzę do przeciwstawnych wniosków. Z jednej strony, jakaś zmiana jest możliwa i już ją można zaobserwować. Po Falloucie jednak trochę ludzi się przejechało właśnie pod wpływem Wiedźmina. Pojawiają się plotki, że W3 miał spory udział w przesunięciu kolejnego Asasyna. I generalnie mówiąc, na pewno gra CDP stała się punktem odniesienia. The bar has been raised. Z drugiej strony, tak jak piszesz, wielu graczy nie patrzy na takie rzeczy. I też zarówno Bethesda jak i BioWare wiedzą, co robią, mając swoją własnę armię fanów. Także liczę na zmianę, ale chyba nie na błyskawiczną rewolucję, tylko na kroplę, która drąży skałę.

    • Kropla ok, ale będziemy potrzebowali więcej kropli. Jeżeli jest tak jak piszesz, że premiera, a w zasadzie efekty, miała wpływ na innych wydawców, to jest pozytywny sygnał. Pytanie, co z tego wyjdzie. AC nie potrzebowało Wiedźmina, aby w końcu wszyscy doszli do wniosku, że coś jest z tą serią nie halo. W Bethesdę nie wierzę, że oni się czegoś nowego nauczą. W koncepcji prezentacji świata, bohaterów, doszli do ściany i teraz potrzebują naprawdę mocnego impulsu, aby to zmienić. Jeden Wiedźmin wiosny nie czyni, ale jak pojawi się więcej tytułów, które twórczo rozwiną rozwiązania z Wieśka, to będzie tylko lepiej 🙂

    • StacjaKosmiczna

      Marcinie, Bethesda potrzebuje nowego silnika, bo już tegoroczny Mad Max, oparty na kodzie Avalanche Studios pokazał, jak mocno zestarzały się rozwiązania proponowane w/w hegemona. Gram regularnie w gry tej firmy i widzę na własne oczy, co się dzieje.

      Natomiast w przypadku Wiesława – kolejną taką kroplą jest to, że twórcy Horizon Zero Dawn przyznali ostatnio, iż rozwiązania wdrażane w ich grze bazują troszkę na systemie z Dzikiego Gonu. A to już o czymś świadczy 😉

Slow writing