Bez kategorii, W realu
ww1

Dziesięć milionów na dziesięciolecie. Czyli wspominkowo o World of Warcraft.

Dekadę temu ukazała się gra, bez której nie byłoby prawdziwych historii z wirtualnych światów na tym blogu. A może i w ogóle bloga.

O World of Warcraft napisano już bardzo wiele. Również na Outlandzie. Nadarza się jednak wyjątkowa okazja, by temat podjąć jeszcze raz – w weekend grze, a konkretnie w niedzielę, stuknie dziesięć lat od premiery.

A gra to wyjątkowa i stali Czytelnicy bloga wiedzą, że poświęciłem jej tu więcej miejsca niż jakiejkolwiek innej – nie tylko dlatego, że sam w nią gram, ale głównie dlatego, że ten hegemon w swoim gatunku dostarczył przez lata mnóstwa historii z pogranicza wirtuala i reala, o których najzwyczajniej warto usłyszeć.

Stąd dziś nie będzie wyłącznie nostalgicznej wspominki. Wiem bowiem, że dla wielu z Was specyfika tej gry to czarna magia i kwestią, która Was bardziej interesuje, jest pytanie, dlaczego ludzi takich jak ja – zdolnych do spędzenia w grze wielu lat, rozegrania w niej tysięcy godzin, spotykania się przy piwie ze znajomymi, by kompletnie niezrozumiałym dla innych śmiertelników słowotokiem dyskutować godzinami o wirtualnym świecie, są i były miliony?

Unikatowe uniwersum

World of Warcraft to tylko teoretycznie typowy tytuł w którym wcielasz się bohaterkę lub bohatera fantastycznego świata i zwiedzasz kilkadziesiąt krain jedna po drugiej, odkrywając ich różnorakie sekrety. Już samo tworzenie awatara w tej grze to znacznie bardziej “osobowościowy” wybór niż gdzie indziej. Jeśli w World of Warcraft cieszy Cię nostalgiczno-romantyczna kultura nocnych elfów, to de facto można podejrzewać Cię o zupełnie inne cechy charakteru, niż gdy jesteś np. maniakiem trolli. Twórcom gry udało się bowiem obudować konteksty fabularne w tak złożoną i wszechogarniającą otoczkę, że nie znam gracza, w wypadku którego to, co mówi on o grze i co robi w niej, nie mówiło wiele o nim jako o człowieku.

ww4

Co za tym idzie, każdy ma chyba swój własny powód, dla którego zagłębił się w świecie Warcrafta. W moim wypadku zaczęło się w 2007 roku, gdy zachęcony częstym zjawiskiem na studiach humanistycznych, jakim było nudne i wolne popołudnie, odpaliłem wersję próbną gry. I wiem, że to zabrzmi śmiesznie, ale poczułem, jakbym doznał olśnienia. Świat, który zobaczyłem był bowiem tak piękny i kipiał tak intensywnym życiem, że doświadczenie to określiłbym niemalże jako mistyczne. Z rozdziawioną gębą oglądałem wszystko dookoła, chłonąc widoczki, dźwięki i muzykę.

A gdy mój awatar leciał nad spowitą mgłą i światłem latarni wioską Auberdine, podjąłem decyzję, że będę w to grał.

Tak, to była decyzja. Głównie dlatego, że nigdy wcześniej nie płaciłem za rozrywkę miesięcznego abonamentu. Teoretycznie wydatek ten nie stanowił jakiejś kolosalnej kwoty, ale dla studenta było to mimo wszystko obciążenie. Gdy kończył mi się czas gry, robiłem więc sobie kilkudniowe przerwy, by przyoszczędzić. Z kolei gdy już za grę zapłaciłem, chciałem wykorzystać ten czas na maksa, co “pomogło” mi wsiąknąć w nią trochę za bardzo.

Gra o wielu obliczach

Miałem to szczęście, że do bywalców uniwersum Warcrafta dołączyłem właściwie w najlepszym okresie tej gry. Liczba graczy lawinowo wzrastała, osiągając na przełomie 2010 i 2011 imponującą liczbę dwunastu milionów.

W latach tych wypływały na wierzch historie, które udowadniały, że WoW to nie tylko zamknięte, wirtualne uniwersum, lecz świat, w którym realni ludzie przeżywają realne emocje. Ludzie poznawali tu swoje miłości życia. Inni doświadczali tu śmierci przyjaciół. Jeszcze inni wynosili z gry coś, czego zupełnie nie spodziewali się wynieść. A już absolutnym medialnym hitem okazała się epidemia wywołana na skutek błędu programistycznego, którą zainteresowali się wirtualni epidemiolodzy.

Pierwsze wrażenie w przeogromnym, przepięknym uniwersum potrafiło być szokujące. Niemal mistyczne.

Jednocześnie z uwagi na historie uzależnień gra nabrała w mass-mediach aury tytułu, który niszczy ludzkie życia. Zrozpaczone partnerki grających facetów zakładały centra pomocowe, South Park portretował typowego gracza World of Warcraft jako pryszczatego grubasa bez przyjaciół i życia, a studenci niemal zawalali przez tę grę karierę akademicką.

Także… działo się dużo. Dobrego i złego. I przez ten miks wielkich wrażeń i famy gry trudnej do okiełznania WoW stał się tytułem bezwzględnie legendarnym już za swojego życia.

ww7

Niewyjaśniony fenomen

Niektórzy twierdzą, że fenomen popularności World of Warcraft jest banalnie prosty: brak konkurencji. Inni postulują z kolei, że tajemnica sukcesu tytułu tkwi w “efekcie pierwszeństwa”, bo była to pierwsza wielka gra tego typu o naprawdę globalnym zasięgu, zbudowana na solidnym fundamencie marki, którą stanowiło uniwersum Warcrafta. Trudno jednak do końca wierzyć tym teoriom. Bo w końcu był chociażby EverQuest, gra, z której WoW zapożyczył nie tylko wiele rozwiązań, ale też… ludzi (czołowi na świecie gracze EverQuesta tworzyli bowiem WoW-a). Jednakże Blizzard odsadził po prostu konkurencję tak bardzo, że ta zupełnie zniknęła z pola widzenia.

Nie do końca rację mają również piewcy poglądu, że WoW zdobył uznanie jako gra dla typowego everymana, czyli tytuł, w którym, cytując klasyka, “każdy mógł znaleźć coś dla siebie”. Owszem, mnogość rzeczy do zrobienia stanowiła duży atut tego tytułu. Jednakowoż była to gra żmudna, trudna, niewdzięczna, wymagająca cierpliwości i taka, która od pewnego poziomu Twoich oczekiwań stanowiła niebywałe wyzwanie czasowe. Nie miałeś go wystarczająco dużo? Dupa zbita (wersja dla programistów: dupa z bita)!

Dość powiedzieć, że finałową lokację pierwszej części serii zobaczyło zaledwie kilka procent graczy. Wyobrażacie to sobie? Swego czasu prawie wszyscy byli za słabi na „przejście” tej gry.

ww6

Żeby było śmieszniej, WoW nigdy nie był grą perfekcyjną. Pod pewnymi względami nawet w najlepszych czasach stanowił grę dramatycznie zaprojektowaną. Miłośnicy walki z innymi graczami nie mieli tu czego szukać jeśli chodzi o tryby “Player versus Player”. Pomimo mnogości ról, w które można było się wcielić, potwornie kulał balans postaci. Organizacja życia społeczności wołała z kolei o pomstę do nieba, bo zebranie 40-stu osób, by stworzyć grupę zdolną do wypraw w najniebezpieczniejsze rejony w grze, zakrawało na cud.

Jednocześnie w tym wszystkim wyczuwało się pierwiastek znakomicie pomyślanej psychologicznie gry, do której zawsze miało się ochotę wrócić, bo coś było tu do zrobienia; gry przepełnionej niesłychanie wyrazistą atmosferą, w której cukierkowy charakter grafiki zderzał się z mroczną treścią fabularną, tworząc unikatowy klimat.

Jeśli o mnie chodzi, to chyba właśnie klimat mnie wciągnął. Może właśnie z uwagi na niego World of Warcraft jest tak długowieczny?

World of Warcraft nigdy nie był i nie jest „grą dla każdego”. Być może w tym tkwi sukces.

Ponadczasowy tytuł

Przedwczoraj twórcy ogłosili, że ta technologicznie już podstarzała gra, uniwersum konksekwentnie od 3,5 roku tracące użytkowników i w zgodnej opinii mające lata świetności już dawno za sobą, dokonało rzeczy zdumiewającej. W ciągu nieco ponad czterech miesięcy grze przybyło ponad 3 miliony aktywnych bywalców. Nikt nie spodziewał się odwrócenia spadkowego trendu w tak radykalny sposób, wliczając w to twórców, którym lawinowy napływ powracających graczy zafundował kilka nocek spędzonych w firmie nad poprawą stabilności serwerów.

ww2

Liczba graczy Warcrafta znowu jest więc dwucyfrowa. Po dziesięciu latach od premiery gra w nią zaledwie dwa miliony graczy mniej niż w czasach największej świetności.

I to jest właśnie niesamowite. Można by rzec, że World of Warcraft to gra, która wychowała pewne pokolenie graczy. Dziś w zamian za to otrzymała od wszystkich piękny prezent. Prezent z liczbą dziesięć. Na swoje własne dziesięciolecie.

photocredit: Blizzard Entertainment, Kevin Buckstiegel
Udostępnij

Facebook Comments

  • http://www.11-22.pl Ewelina Przywara

    o WoWie napisałam całą magisterkę :) To tytuł wyjątkowy, niepowtarzalny i tak naprawdę mimo, że przez te 10 lat zdążyło wyjść wiele gier lepszych pod względem graficznym, to jednak próbując w nich swoich sił po chwili okazywało się, że nic nie doścignie ideału :) Za mną też ciągną się sentymentalne uczucia, bo właśnie cała grupą znajomych z którymi zaczynałam grać ładnych kilka lat temu, spotkaliśmy się ponownie w WoDzie i łezka w oku :) Pozdrawiam i może do zobaczenia po drugiej stronie barykady 😉

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      Też napisałem o WoW-ie magisterkę :).

      • http://www.11-22.pl Ewelina Przywara

        O widzisz! Świadczy to tylko o tym jak ciekawym zjawiskiem także pod względem socjologicznym jest ta gra :)

        • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

          A to z socjo pisałaś? :)

          • http://www.11-22.pl Ewelina Przywara

            ‚Uzależnienia od gier komputerowych MMO RPG na podstawie gry World of Warcraft” :) z psychologii uzależnień :) Skończyłam resocjalizacje i takie tam kilka pokrewnych :)

  • http://www.lekturaobowiazkowa.pl/ Marcin Tomaszewski

    Gdybym napisał swoje wspominki zw. z WoW-em to byłyby długości jednego akapitu. Choć śledzę to, co dzieje się z tym tytułem, znam osoby, które go kochają/kochały, to jako gracz nigdy nie znalazłem tam nic dla siebie. Odrzucała mnie przede wszystkim stylistyka – akurat fantasy a’la Blizzard mi nie pasuje – ale i to, że nie miałem ochoty przebijać się przez pierwsze poziomy tłukąc żuki etc. Niby robisz to samo w wielu innych MMO, ale z tym jednym tytułem zawsze miałem problem. Nawet jak myślę nad tym, dlaczego nie grałem w WoW-a to i tak nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Być może zw. jest to z tym, że szybko się nudzę i mam problem z przywiązaniem do jednej postaci. Dlatego tak często w grach MMO ciągle tworzę nowe, bo może ta nowa będzie lepsza :)

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      Też miałem ten problem. Dawniej bardzo ciężko było w WoW-ie grać kilkoma postaciami, a zmiana jak się coś znudziło, oznaczała solidny ból dupy. Tylko że ja zareagowałem inaczej: zamiast uznać to za argument na „nie” i zabrac się za coś innego, zacząłem grać jeszcze więcej ;).

  • sperzdechly

    Liczba graczy jest znowu dwucyfrowa? czyli 10 czy 99? ;P

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      Cóż, złapałeś mnie :).

  • http://madcrab.blogspot.com/ Madcrab

    Właśnie zminimalizowałem WoWa, żeby przeczytać Twój wpis. Ostatnio wszędzie pełno Blizzarda, u mnie też z resztą. Wspaniałe uniwersum – a wspaniałe dlatego, że zadbano o każdy jego element: mitologię, kultury, historię, język, ekonomię – wszystko czym by się nie zająć daje mnóstwo satysfakcji :)

Historie

cod10

Czuwanie w wirtualu przy chorym w realu

ser4

Zdalnie doprowadzał do awarii serwerów. Stał się idolem tych, którym zepsuł grę

wyp1

Zakup gry to nie wyjście po bułki. Może być wyprawą po Złote Runo

proces

O wirtualnym procesie, który poszedł nie tak

wypal2

Wypalenie zawodowe? Skonsultuj się z graczem lub famaceutą

gho

Non Omnis Moriar 2.0. Czyli o graniu z duchem

zaw

Zawał serca kilkadziesiąt centymetrów dalej

7368012472_a3a38e5672_o

Jak (nie) zdradzić partnera w grze video

cierp

Cierpliwość popłaca. Nie tylko w realu

wdowy

Wdowy po graczu

fsy2

W sieci grasuje mściciel

niemo

Z niemożliwym da się wygrać

vam

Zgryz

eth

Etos zalogowany. Czy wirtualność uczy dobra?

leer1

Leeroy Jeenkins. Człowiek i krzyk

osta

Ostatnie życzenie

inf3

Infiltracja 2

hea

Ręce, które leczą

mank

Żona Mankrika. Kobieta trudno dostępna

ggggggggg

Miłość w czasach gier online

swifty

Areszt na żywo. Grał i go zwinęli

gang

Gracz kontra gangsterzy

los

Dzielny Hans i zły łoś

chloro

Gwałt w wirtualu. Konsekwencje w realu

bitwagraczy

Bitwa o szósty okruch

toksyczne

W wirtualności, jak w realu, nie wszyscy się z wszystkimi lubią

farmerzy3

Skazani na granie. Dosłownie.

gri

Grieferzy. Psychole wirtualnych światów

lordbrit

Zabójstwo inne niż wszystkie

podziemie1

Seksualne podziemie w World of Warcraft

smiercwgrach

Gdy umiera gracz, ginie jego awatar

infilt

Infiltracja

Epidemia

Epidemia

psy

Chcieć to móc!

boski

O graczu, który jeden dzień był bogiem

outland

Outland

Polub blog na Fejsie :)