„Wyloguj się do życia”. Czy akcje tego typu mają sens?

Zachęcanie młodzieży do tego, by wyłączyła komputer to szczytny cel. Pokazywanie alternatyw również. Jednak o zmianę postaw będzie ciężko, jeśli….

Od kilku tygodni w Polsce trwa kampania “Wyloguj się do życia”. Ma chwytliwe hasło, medialnych bohaterów i ważne przesłanie. Oprócz tego zaliczyła wpadkę, bo jednym z jej ambasadorów jest Robert Lewandowski, twarz FIFA 15, który w tym samym bloku reklamowym może zachęcać Cię do zagrania w nią.

Byłoby jednak nonsensem dissować akcję za ten niefortunny szczegół. Szkoda po prostu, że autorzy kampanii tego nie przewidzieli i tyle.

Plusem akcji jest to, że przedstawiony w filmiku i uzależniony od komputera młodzieniec to w gruncie rzeczy normalny, zadbany chłopak, a nie jakaś, na pierwszy rzut oka, ofiara losu. Tak, to już duży postęp, drogi mainstreamie.

[youtube youtubeurl=”YO3UN6gQeaA” ][/youtube]

“Wyloguj się do życia” nie jest jedynym elementem społecznej debaty na temat uzależnień młodzieży od komputera. Niedawno na Twitterze redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Michał Pol relacjonował event poświęcony kondycji fizycznej polskich dzieci. Pozwolę sobie zacytować:

“W 1979 r. 10-latek wytrzymywał w zwisie na drabince 18 sekund. Dziś 7 sekund.
Gdy 11-latka z 1979 r. dobiega na metę na 600 m., dziewczynka z 2009 ma jeszcze 230 do mety.”

Ogólna konkluzja: “dzieci dużo mniej wytrzymałe i mniej wydolne niż w PRL-u”.

Właściwie w tym momencie można by się zatrzymać i zawołać “Gierek, wróć!”, ale chyba nie o to chodzi. Pochylić się nad sprawą warto choćby z tego względu, że nie trzeba być mędrcem, by wywnioskować, jak duży wpływ na ten kurs spadkowy ma ekspansja “siedzących” rozrywek, zwłaszcza komputer i gry. Co kampania “Wyloguj się do życia”, mimo niefortunnego zbiegu okoliczności z Lewandowskim, celnie punktuje. W spocie reklamowym dzieciak gra w grę.

Wielu rodziców jest tym faktem zaniepokojonych, co zrozumiałe. Część ze smutnym uśmiechem triumfuje, bo przez lata ewangelizowała młodzież “mitem trzepaka”, centralnego miejsca schadzek osiedlowych, które zapewniało odpowiedni rozwój psychofizyczny, mimo że nie było co przy nim robić. Dziś ten trzepak staje się ikonicznym symbolem wyższości wychowania technolękowego nad technocentrycznym. Dowodem na praktyczny wymiar tego pierwszego. Bo przecież “okazja czyni złodzieja”.

“W 1979 r. 10-latek wytrzymywał w zwisie na drabince 18 sekund. Dziś 7 sekund. Gdy 11-latka z 1979 r. dobiega na metę na 600 m., dziewczynka z 2009 ma jeszcze 230 do mety.”

Problem polega na tym, że trzepakiem nie uleczy się upośledzonego rozwoju fizycznego pokoleń cyfrowego świata. Okazja nie zniknie. Trzepak zostanie już tylko na bicie pościeli na Wielkanoc, a świata bez technologii już nie będzie.

Ten bardzo prosty wniosek jest – odnoszę wrażenie – straszliwie ciężki do zrozumienia dla niektórych. Bo wielu rodziców ogranicza się do wniosku “komputery, czy gry, to wszystko zło, przez które młodsze pokolenia zapłacą straszliwą cenę”, nie widząc, że takie stanowisko niczego nie rozwiązuje.

Tymczasem co by mogło pomóc? Przykład.

I tu jest pies pogrzebany. Nie możemy wymagać kompletnego rebalansu jeśli chodzi o to, jak swój czas spędzają nasze dzieci, jeśli jako społeczeństwo dorosłych sami ograniczamy zdrową aktywność do jednej fit sałatki na tydzień.

Oczywiście tłumaczenia, dlaczego tak jest, są od lat te same. Brak czasu, urwanie głowy, życie dla rodziny. Strasznie trudno je kontrować, bo usprawiedliwienia często należą do szlachetnych i „w służbie innym”.

Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Trening dwa razy w tygodniu to ok. 3 godziny aktywności fizycznej. Licząc dojazd. Osiągnięcie niewyobrażalne dla gigantycznej większości społeczeństwa. I potem te same pokolenia zachęcają młodzież, by zmieniły tryb życia? Hmm…, jak to ma zadziałać?

wylog2

Gdy się nad tym chwilę zastanowić, trzy godziny w tygodniu to śmiesznie mało na papierze. Przy dobrej grze komputerowej mijają jak kwadrans. Banalnie łatwo je wyrobić przy serialu, bo jesteśmy generacją, która w jedną noc ogląda nie odcinek, a sezon. To również jakieś półtora filmu w tygodniu, albo i mniej. A mimo to dla tak wielu z nas nie do przeskoczenia jest to, by taką ilość czasu poświęcić na ruch.

To tak jak z czytaniem. Czytasz książki? Jesteś w mniejszości.

Grasz w gry? Jesteś w większości. Grasz w gry i balansujesz to aktywnościami dla swojego zdrowia, kręgosłupa, serca itp.? Jesteś w mniejszości ponownie.

Dlatego właśnie “Wyloguj się do życia!” to pozytywna akcja, ale jednocześnie kampania, która niewiele da, jeśli za nią nie pójdą działania naprawcze, które sprawią, że spędzające czas wolny na siedząco dzieciaki dostaną przykład z góry. Od radośnie zaniedbujących aktywność fizyczną dorosłych.

Wchodzimy w okres noworocznych postanowień. Już wiecie, co Wam sugeruję?

photocredit: Patrick Brosset, Amanda Tipton

Related posts

  • Pingback: payday loans direct lenders()

  • Kamil Reszka

    U mnie na osiedlu nie ma trzepaka. 🙂

  • Z chęcią przyjrzałbym się kampanii, która oparta byłaby na tym, co „łączy”. Twórcy gier wykorzystując dostępne technologie mogliby zaserwować wirtualne funkcjonalności, których odblokowanie odbywałoby się w realu. Dla przykładu: zwiększenie prędkości/przyspieszenia/wytrzymałości zawodnika w grze FIFA poprzez osiągnięcie odpowiedniego czasu na 100/1000/10000 metrów, odblokowanie jakiegoś perka w strzelance po ukończeniu kursu na strzelnicy, zwiększenie umiejętności medycznych w grze poprzez zrobienie kursu pierwszej pomocy, czy też ekstra punkt do wiedzy/inteligencji itp. za szkolne oceny. Pewnie, że wymagałoby to ogromnych nakładów finansowych, ale przecież gry AAA mają wielomilionowe budżety ;). Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Wojtku.

    • To już grywalizacja. Te pomysły są świetne i fajnie by było coś takiego zobaczyć :). Najlepszego w Nowym Roku!

  • Michał Domański

    Wojtek Bieroński – kandydat na naczelnego rzecznika rozrywki elektronicznej w Polsce. Głosowałbym!

Slow writing