Slow writing

Zapachy Chanel Allure dla mężczyzn. Czyli niekoniecznie „jaki ojciec taki syn”

W perfumiarstwie, jak i w życiu, jabłko wbrew powiedzeniu potrafi od jabłoni padać dosyć daleko.

 

Męskie perfumy Allure to właściwie kilka serii od Chanela, które łączy obecność wspomnianego słowa na „A” w nazwie. Na użytek dzisiejszego przeglądu postanowiłem Allure więc potraktować jako niemalże nazwę rodową. Jak rodzinę zapachów. I trzeba przyznać, że wcielając się w rolę kronikarza rodu, mam bardzo wdzięczny temat do blogowania. Męska część rodzinki Allure to bowiem – niczym w dobrym serialu typu Downton Abbey – konglomerat różnych olfaktorycznych “postaci” i “charakterów”. Kalejdoskop pachnideł o różnych osobowościach.

Przedstawmy zatem dramatis personae. Na początek męska głowa rodziny.

Chanel Allure Homme

Klasyczny Allure Homme miał swoją premierę u schyłku lat 90. Stworzył go wielki nadworny perfumiarz lat 1978-2015 tego paryskiego domu mody, Jacques Polge. Tak, to ten pan między innymi od Coco czy Bleu de Chanel.

Obecnie nie ma zbyt wielkiej przesady w stwierdzeniu, że wciąż obecne w perfumeriach Allure Homme to pachnidło, które można nazwać wielkim klasykiem. Legendarne już za życia, jak jego, również w sumie żyjący, twórca. Na przełomie 20 i 21 wieku zapach ten stanowił uosobienie męskiej elegancji. Dziś, po ponad dwudziestu latach od premiery, nie wypada nazwać dziadkiem, zwłaszcza w branży, w której określenie dziadkowatości niechybnie kojarzy się z „jedzie dziadem”.

Allure Homme to nie jest zapach niedzisiejszy. Do takiego mu daleko tak bardzo jak Władkowi Kosiniakowi-Kamyszowi do imydżu bad-boy’a. To bardziej, żeby użyć łagodniejszego określenia, jeden z tych zapachów, który dwadzieścia lat po swojej premierze niespecjalnie już wpisuje się we współczesne trendy męskiego perfumiarstwa. Z tym że od razu człowiekowi zapala się nad głową lampka, że może to i dobrze. Bo zapachy, które nie podążają za mainstreamem, są również w mainstreamie potrzebne.

Allure Homme to nie są żadne hocki-klocki dla bachorów. To pachnidło dla dojrzałych facetów, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, nie dziadkowym. Dobijając powoli do czterdziestki nadal nie jestem pewien, czy do tego klasyka dorosłem. On wymaga pewnej dostojności, która przychodzi wraz z wiekiem i stylu, który nie jest domeną każdego mężczyzny.

Gdybym miał jednym zdaniem powiedzieć, dla kogo to moim zdaniem jest zapach, rzekłbym, że to pachnidło dla eleganckiego, zadbanego faceta 40+, który sunie na starzenie się w typie Jarosława Wałęsy.

Chanel Allure Homme Sport

Allure to przykład chanelowskiego rodu, gdzie syn nie do końca idzie w ślady ojca, a może nawet przyprawia go o ból głowy swoimi wyborami życiowymi. Współcześnie chyba najbardziej znane perfumy serii, Allure Homme Sport to bowiem pachnidło o innym charakterze, którego bezdyskusyjny sukces wziął się z wytyczenia własnej ścieżki.

O ile Allure Homme to Francja-elegancja, lekki blichtr i męska klasa w typie pana z wyższych sfer, o tyle Allure Homme Sport stanowi dziś synonim komercyjnego sukcesu Chanela we współczesnym męskim perfumiarstwie

Fakty są takie, że jeślibyśmy trochę postereotypizowali, trochę pogeneralizowali i wyodrębnili zbiór tych szalenie popularnych męskich pachnideł w typie Sauvage’a, Invictusa czy wspomnianego Bleu de Chanel, to Allure Homme Sport zalicza się do zapachów regularnie lądujących na sprzedażowych topkach sieciowych perfumerii. I bezdyskusyjnie są to jedne z najpopularniejszych obecnie perfum sportowych.

I ja nie będę mówił, czy to dobrze czy to źle. Nie będę wyrokował, bo są tacy ludzie, którzy nie chcą pachnieć tym, czym pachnie pół tramwaju w czerwcowych godzinach szczytu, ale są również tacy, którzy  mają na to wywalone jak Wilk z Wall Street na etykę w biznesie. Żyjemy drodzy państwo pod tym względem w bardzo dziwnych czasach: takich, które stawiają indywidualizm ponad wszystko inne, ale brak Calvina Kleina na majtach czy Tommy’ego na sweterku to jednak problem. Dlatego choć mnie przeszkadza częste noszenie perfum ze ścisłego topu najbardziej popularnych zapachów świata, to nie mam zamiaru twierdzić, że jest to jakaś wada Allure Homme Sport.

Oczywiście, fakt ten sprawia, że u niejednego znawcy perfum Allure Homme Sport mają przerąbane i portretowane są jako przykład współczesnego schamienia się sztuki perfumeryjnej. Ja się z tym otwarcie nie zgadzam i uważam, że jest to zapach bardzo dobry. Co więcej, również zupełnie się nie dziwię, że zdobył taką popularność. Jego kompozycja zapachowa ma w sobie to coś, co buduje efekt wow od początku. Zauważcie, że większość ludzi wybiera perfumy w 15 sekund po psiknięciu w Sephorze, więc trudno, by Allure Homme Sport nie punktował, skoro to właśnie zapach nastawiony na robienie dobrego pierwszego wrażenia.

Chciałbym was jednak zachęcić dziś również do tego, by w wypadku męskich Allure eksplorować całą serię. Bo wiecie, to taka rodzinka, w w której jedno dziecko jest przebojowe, drugie nieco neurotyczne, ale piekielnie inteligentne i subtelnie robiące karierę. A kolejne jest znowu tak inne od reszty, że nakazuje zapytać, czy ojciec nie miał jakichś podejrzanych romansów na boku.

Rodzeństwo

Bardzo ciekawą postacią w tej rodzinie jest Allure Homme Sport Cologne. W jego wypadku jestem, od razu mówię, skrajnie nieobiektywny, gdyż należy on do moich ulubionych pachnideł na upalne lato.

To dziecko jest moim ulubieńcem, ale mogę się zgodzić, że ma jeden zasadniczy problem. W pierwszych kilku minutach pachnie jak cytrusowy odświeżacz powietrza. Ergo, jeśli mamy sytuację typowego testowania perfum, gdzie, jak przed chwilą wspomniałem, liczy się tak naprawdę szybkie wrażenie, to koloński Homme Sport przegra większość pojedynków z klasycznym Homme Sportem.

Temu zapachowi należy dać szansę. I dać szansę mu warto, bo jest to ukryta perełka całego Allure. Po atomowo-świdrującym otwarciu staje się z każdą minutą coraz lepszy aż do pięknej bazy. Sportowo-cytrusowe świeżaki mają bardzo często to do siebie, że brakuje im pewnej dozy elegancji. Tymczasem Homme Cologne Sport to właśnie jeden z niewielu przykładów zapachu cytrusowego, który ma aromatyczne serce i bazę. I to właśnie nadaje mu aurę „drogiego świeżaka”.

W dosyć podobnym tonie można się również wypowiadać o Allure Homme Edition Blanche, który również w pewnym sensie spuszcza na użytkownika bombę cytrusów i który również podpada pod kategorię świeżaka nietypowego. Wyróżnia go kompozycja zapachowa, której blisko do cytrynowego ciastka. Ten lekko słodki, wyraźnie kwaśny i eksplodujący latem zapach to kolejny nadzwyczaj dobry flanker serii. Nie podejmuję się powiedzieć, czy wolę go bardziej od kolońskiego Sporta, bo oba lubię bardzo i oba mają podobne zastosowanie. Są idealne do polo na luźny wieczorny spęd, gdzie chcemy ten luz podkreślić chanelowskim sznytem.

No i jest jeszcze Allure Homme Sport Eau Extreme. Nazwa jak tytuł szkockiego barona łamane przez dyskoteka w Rozewiu, ale do rodziny w sumie pasuje. Zdecydowanie najbliżej mu do Homme Sporta, ale znacznie więcej w nim pewnej metaliczności, rzekłbym nawet syntetyczności. O ile klasyczny Sport to bezpieczny, uniwersalny, dosyć grzeczny świeżak, to Eau Extreme może uznać za pachnidło, które trzeba lubić i tyle. Jedna rzecz go mocno łączy ze Sportem – dzieli fanów. Moje zdanie jest takie, że to najsłabszy zapach z tych, które dziś Wam opisałem. Choć wciąż to pachnidło ponadprzeciętne.

Chanel ma w swej kolekcji wiele męskich zapachów, które warte są osobnego wpisu. I pewnie wrócić do nich będzie jeszcze okazja.

Related posts